Czwartkowa sesja miała być spokojnym wyczekiwaniem w związku ze zbliżającymi się świętami. Nikt nie spodziewał się, że właśnie tego dnia będą podejmowane jakieś kluczowe dla rynku decyzje. Aktywność miała być niska, a ceny miały powoli opadać.

Faktycznie aktywność była niska. Jednak oczekiwania odnośnie do kierunku ruchu cen rozminęły się z rzeczywistością. Okazuje się, że te nie poddały się prognozom i zamiast powoli opadać, wczoraj głównie rosły. Można dojść do wniosku, że po raz kolejny nastroje i oczekiwania większości się nie sprawdziły. Co mogło być tego przyczyną? Wydaje się, że jednym z czynników był spodziewany wzrost cen tuż po świętach.

Ostatnio pojawiło się sporo niepokojących informacji, które potęgowały obawy przed atakiem terrorystycznym w Polsce właśnie w czasie świąt. Nie należy także zapominać, że sytuacja w Iraku daleka jest od stabilnej, a może się jeszcze pogorszyć. Przerwa świąteczna jest na tyle długa, że trudno byłoby zareagować na ewentualne negatywne wydarzenia. Spodziewano się, że część inwestorów postanowi wyjść z rynku. Każdy był tego świadom. Tak samo jak tego, że jeśli te obawy nie znajdą potwierdzenia w faktach i święta upłyną nam w spokoju, to początek wtorkowych notowań może być optymistyczny. Można było oczekiwać, że na rynku widoczna będzie ulga.

Wzrost cen na wczorajszej sesji zdaje się wyprzedzać poświąteczną "zwyżkę ulgi". Inwestorzy postanowili zaryzykować i, zamiast uciekać przed zagrożeniem, zagrali z myślą o łatwym zysku. Nie wiem, czy było to roztropne, ale można stwierdzić, że mimo wczorajszej zwyżki rynek nadal ma szansę na mocniejszy wzrost. Może nie zacznie się on już we wtorek, ale nastroje rynkowe sprzyjają raczej zwyżce. Potwierdza to cały czas niska wartość bazy.