Fundusz ma być utworzony na 8,5 roku. W zależności od warunków rynkowych TFI będzie mogło skrócić lub wydłużyć okres jego funkcjonowania o dwa lata. Krzysztof Samotij, prezes towarzystwa, szacuje, że zyski dla inwestorów będą wynosić ok. 12% rocznie. Część dochodu - ok. 3% rocznie - będzie wypłacana inwestorom w okresie trwania funduszu.
Przez pierwsze trzy lata fundusz będzie kupował nieruchomości, później je wynajmował, a w ostatnim roku - sprzedawał. Dotyczy to powierzchni biurowych, handlowych i magazynowych. Inaczej będzie z budownictwem mieszkaniowym: po zakończeniu jednej inwestycji, będą rozpoczynane następne. Takie inwestycje mają stanowić ok. 20% portfela funduszu. Najwięcej, bo 50%, ma przypadać na biurowce, 20% na powierzchnie handlowe, a reszta na magazyny. Fundusz będzie kupował nieruchomości zlokalizowane w Warszawie (do 50% portfela) i innych miastach wojewódzkich. Ma też możliwość inwestowania pewnej części aktywów poza Polską, w Europie Środowej i Wschodniej.
Nieruchomości będą kupowane za pieniądze pozyskane z emisji certyfikatów. Fundusz będzie również zaciągał kredyty. Łączne środki, jakimi będzie dysponował, to 0,5-1,15 mld zł.
Certyfikaty będą sprzedawane po 97 zł plus 3 zł opłaty manipulacyjnej. Na przełomie maja i czerwca będą je mogły kupować osoby fizyczne. Minimalna wartość inwestycji to 5 tys. zł. Zapisy dla inwestorów instytucjonalnych odbędą się w czerwcu.
Na polskim rynku były już próby utworzenia funduszu nieruchomości, ale jak dotąd - nieskuteczne. Pod koniec ub.r. ofertę certyfikatów przeprowadziło CAIB. Zebrało ok. 80 mln zł. Minimalna kwota wymagana do utworzenia funduszu była dwukrotnie wyższa. Na początku 2002 r. sił próbował Skarbiec. Inwestorzy powierzyli mu niecałe 20 mln zł, o 10 mln zł za mało.