Sprawa dotyczy funduszy lokujących środki w akcjach firm, które były klientami tych banków. - Bez wątpienia jedną z kluczowych kwestii w reformie funduszy inwestycyjnych jest wyeliminowanie sprzecznych interesów, szkodzących inwestorom - mówi Andrew Gray, rzecznik senatora Richarda Shelby'ego, przewodniczącego senackiego komitetu bankowego. - Uważamy, że w tej sferze powinna zadziałać SEC - dodaje Gray, który jednocześnie pełni funkcję rzecznika całego komitetu. Twierdzi, że senator Shelby już wkrótce skontaktuje się z Williamem Donaldsonem, przewodniczącym SEC, by omówić całą sprawę.

Deklaracje Shelby'ego są reakcją na raport agencji Bloomberga z końca kwietnia. Jego autorzy odkryli, że około 30% środków funduszy zarządzanych przez banki inwestycyjne jest ulokowanych w akcjach firm, którym te banki np. zorganizowały emisję akcji. Największe zastrzeżenia budzi fakt, że fundusze inwestowały w papiery takich firm nawet w czasie bessy. Z raportu wynika, że papiery niektórych spółek traciły po 99% wartości. Jako jeden z przykładów podano dostawcę internetowego Genuity, którego w czerwcu 2000 r. na giełdę wprowadził Citigroup. Na koniec roku 5% walorów firmy znajdowało się w rękach dziewięciu funduszy prowadzonych przez bank. Po 11 miesiącach spółka ogłosiła bankructwo. Wśród instytucji stosujących tego typu praktyki - prowadzące w efekcie do drenażu portfeli inwestorów indywidualnych - wymieniono jeszcze Merrill Lynch, Morgan Stanley i Credit Suisse First Boston.

Jeśli dojdzie do śledztwa - a jak twierdzą komentatorzy, jest to przesądzone - będzie to kolejna afera w funduszach, którą w niedługim czasie będzie się starała rozwikłać SEC. Wciąż zapadają rozstrzygnięcia w sprawie nadużyć w handlu jednostkami funduszy (obrót po zamknięciu notowań i tzw. market-timing, czyli wykorzystywanie drobnych różnic w wycenie), prowadzonej wspólnie z prokuraturą nowojorską.

Bloomberg