Reklama

Fuzja Orlenu z MOL-em na zamówienie

Z Maciejem Gierejem, byłym prezesem Nafty Polskiej i byłym przewodniczącym rady nadzorczej Orlenu, rozmawia Ewa Bałdyga

Publikacja: 13.05.2004 09:19

30 kwietnia wygasł list intencyjny, który Orlen podpisał z MOL-em w sprawie opracowania najlepszego sposobu na połączenie obu spółek. W praktyce dążono do fuzji. Czy byłaby ona korzystna dla polskiej spółki i Skarbu Państwa?

Nakładając na ten proces moją dymisję i pretensje, jakie przy tej okazji w sposób nieuzasadniony zgłosił do Nafty Polskiej resort skarbu, że np. nie przedłożyliśmy jakichś dokumentów w tej sprawie, wydaje się, że w tym przypadku była i jest prowadzona jakaś gra.

Jaka gra?

Na tanie przejęcie spółki powstałej z połączenia Orlenu i MOL-a.

Kto mógł stać za taką "układanką"?

Reklama
Reklama

Myślę, że rosyjskie koncerny paliwowe. Niewykluczone również, że taka fuzja była zaplanowana przez któryś z zachodnich koncernów, z których zresztą i tak większość jest już obecna w Rosji.

Zagraniczne firmy mogłyby przecież skupić z rynku akcje zarówno MOL-a, jak i Orlenu. Pierwsza z firm jest notowana m.in. na giełdzie w Budapeszcie, a polska w Warszawie.

To zawsze można zrobić. Z tym, że jest to najdroższe z możliwych rozwiązań.

Dlaczego mówi Pan, że fuzja Orlenu z MOL-em to swego rodzaju gra?

Dlatego, że w normalnej procedurze zarząd spółki, która chce połączyć się z inną, przedstawia koncepcję, biznesplan. I nie na takiej zasadzie, jak pół roku temu zrobił to Orlen, mówiąc: my się połączymy. Prowadzenie takiego procesu powinno rozpocząć się od rozsądnej koncepcji, dokładnie określającej sposób fuzji i ustalenia parytetu wymiany akcji. I dopiero wtedy następuje dyskusja na płaszczyźnie akcjonariuszy, którzy oceniają propozycje zarządu.

A czy zarząd Orlenu konsultował z Naftą Polską plany fuzji z MOL-em?

Reklama
Reklama

Zarząd nie, ale minister skarbu tak. Wymagał od nas oceny różnych wariantów połączenia. I my to zrobiliśmy, wskazując przede wszystkim na wiele zagrożeń, wynikających z przedstawianych nam propozycji fuzji.

Kto więc prowadził "grę w fuzję Orlenu z MOL-em"?

Zarząd Orlenu.

Sam czy zgodnie ze wskazówkami?

Co zarząd uzgadniał z niektórymi akcjonariuszami, nie jest mi rzeczą wiadomą.

A czy forma i treść listu intencyjnego w sprawie połączenia, który podpisał zarząd Orlenu i zarząd MOL-a, były uzgadniane z największymi akcjonariuszami, czyli MSP i NP?

Reklama
Reklama

Nie przypominam sobie, by było to formalnie uzgadniane. Raczej nie. Rada nadzorcza wyraziła jedynie kierunkową zgodę na prowadzenie działań rozwoju strategicznego, również w kontekście zabezpieczenia interesów Skarbu Państwa i bezpieczeństwa energetycznego Polski. Wiedzieliśmy tylko, że zarząd Orlenu do fuzji chce wykorzystać 17,6-proc. pakiet akcji Nafty Polskiej, ale nie otrzymaliśmy zapewnienia, że interesy państwa zostaną przy tej fuzji zabezpieczone. Poza tym nie wiedzieliśmy, dlaczego akurat jeden z akcjonariuszy ma sprzedać swoje akcje przed tym, jak połączenie zacznie przynosić wymierne korzyści. Jeżeli mielibyśmy sprzedać wcześniej swoje akcje, to powinniśmy dostać premię, a nie poznaliśmy jej wartości.

Jak fuzja z MOL-em powinna była zostać przeprowadzona, żeby uzyskała zgodę Skarbu Państwa?

Nafta Polska czy resort skarbu mogłyby sprzedać swoje papiery, ale pod warunkiem uzyskania premii z ich sprzedaży. Poza tym powinno dojść do podpisania tzw. porozumienia między akcjonariuszami "o wspólnym działaniu". Taki dokument powinny podpisać m.in. polski i węgierski skarb państwa. W takiej sytuacji kontrolę nad połączoną firmą mógłby przejąć inwestor branżowy albo finansowy. On realizowałby swoją politykę rozwoju spółki, ale jednocześnie byłby zobowiązany do dbania o bezpieczeństwo energetyczne państwa.

Swoje odwołanie przed kilkoma tygodniami określił Pan mianem pożaru. W środowisku jednak od dłuższego czasu mówiono, że na Pańskie miejsce szuka się następcy. Podobno negocjowano m.in. z Wojciechem Jańczykiem, byłym prezesem Elektrimu, i Grzegorzem Ślakiem, szefem rafinerii Trzebinia. Od kiedy Pan wiedział, że są prowadzone rozmowy w sprawie następcy?Takie informacje docierały do mnie na około miesiąc przed dymisją.

Kto prowadził rozmowy z kandydatami na szefa NP?

Reklama
Reklama

Okolice ministerstwa skarbu, którym do niedawna rządził Zbigniew Kaniewski.

Co to znaczy "okolice" ministerstwa?

Trudno mi powiedzieć, czy był to sam minister, czy wiceministrowie. Informacja o tym, że minister skarbu nie widzi mnie na stanowisku szefa Nafty, dotarły do mnie szybko. Choć sam minister mi tego nie powiedział osobiście, to ogłaszał to na lewo i prawo.

Czy decyzja resortu skarbu o zmianie zarządu Nafty Polskiej była związana z "czyszczeniem" ludzi Wiesława Kaczmarka, byłego ministra skarbu, który Pana powołał na prezesa NP?

Nie wiem, czy minister skarbu takie miał założenie, czy też polecenie. Czy też po prostu nie "czuł" do mnie chemii. Faktem jest, że minister dwa razy spotkał się ze mną. Rozmawialiśmy o rozwiązaniach problemów dotyczących Orlenu.

Reklama
Reklama

Czy chodziło o zmiany w zarządzie płockiego koncernu?

Może nie tyle zmiany. Ja chciałem doprowadzić do dokonania pełnej oceny działania zarządu Orlenu. Wychodziłem z założenia, że dokumenty, które leżały na stole, powinny być szczegółowo ocenione przez radę nadzorczą. A leżały np. raporty audytorów, bezpośrednio wskazujące na wiele nieprawidłowości w spółce.

Minister nie chciał weryfikacji pracy zarządu Orlenu?

W mojej ocenie, minister wchodził w tym przypadku w kompetencje rady nadzorczej.

W jaki sposób Z. Kaniewski przekraczał swoje uprawnienia?

Reklama
Reklama

Udawał, że wszystko jest w porządku i nie ma potrzeby, żeby wyciągać daleko idące wnioski z tego, co leży na stole. Ja wcale nie jestem przekonany po pierwsze, czy minister miał dostęp do wszystkich materiałów, które zostały udostępnione radzie. Po drugie, wątpię, że jeżeli nawet Z. Kaniewski miał wszystkie dokumenty, to starczyło mu czasu, żeby je wszystkie dokładnie przeczytać. Dlatego ferowanie opinii na ten temat było wkraczaniem w kompetencje rady Orlenu.

Czy minister skarbu wywierał na Pana jakiekolwiek naciski, żeby np. nie zmieniać zarządu Orlenu?

Minister przed moim odwołaniem jedynie wyrażał publicznie poglądy na ten temat. W praktyce Z. Kaniewski nie miał możliwości zakazania mi robienia czegokolwiek jako przewodniczącemu rady Orlenu. Zgodnie z kodeksem spółek handlowych (ksh), jedyną metodą wpływania na członka rady nadzorczej jest albo jego odwołanie, albo ustanowienie uchwały walnego, zobowiązującą go do wykonywania określonych czynności, np. nadzorczych.

Czy odczuwał Pan, że poprzez publiczne wypowiedzi Z. Kaniewski próbował wywierać nacisk na to, aby nie podejmować pewnych decyzji? Np. nie zmieniać zarządu Orlenu?

Nawet jeżeli to czułem, to teraz nie ma to znaczenia. Ja po prostu kierowałem się przepisami ksh. Uważam, że jeżeli Skarb Państwa ma być udziałowcem czy akcjonariuszem spółek, to ściśle musi się trzymać prawa.

No tak, ale Pan w radzie nadzorczej Orlenu reprezentował właśnie interesy Skarbu Państwa. I musiał się Pan liczyć z opinią MSP, które jest 100-proc. właścicielem Nafty Polskiej.

Mnie na przewodniczącego rady Orlenu wybrało walne zgromadzenie spółki. Uzyskałem prawie 100% głosów. A to oznacza, że zaufał mi nie tylko Skarb Państwa, ale również inni akcjonariusze. Nigdzie nie jest zapisane, że dany członek rady musi wykonywać polecenia jednego akcjonariusza.

Ale trudno się nie domyśleć, że jednak otrzymywał Pan od ministra skarbu jakieś wskazówki.

Nazwijmy to sugestie. Ale ja bym zostawił już Z. Kaniewskiego w spokoju. On już i tak zapłacił cenę za swoje postępowanie.

Jak Pan, z perspektywy byłego przewodniczącego rady nadzorczej Orlenu, ocenia sytuację, w jakiej znajduje się teraz płocka spółka?

W tym momencie trzeba rozróżnić trzy płaszczyzny działania firmy. Pierwsza to rozwój strategiczny i próby pozyskania rynku paliwowego na zewnątrz Polski. Druga to ciężkie próby rozszerzenia działalności firmy o wydobycie ropy naftowej, a trzecia to jest bieżąca działalność. Ta ostatnia wiąże się z wieloma sukcesami, przeplatanymi negatywnymi informacjami, w jaki sposób osiągnięto sukces. Mówię tu np. o zmianie wystroju stacji paliwowych.

W którym z tych obszarów można policzyć najwięcej plusów, a w którym minusów?

Najwyżej oceniłbym długofalowe działania strategiczne, chociaż uważam, że na razie nic nie zostało pokazane w zakresie budowania paliwowego koncernu środkowoeuropejskiego. To dalej jest bardzo mglista koncepcja. Zarząd miał ją najpierw precyzyjnie przedstawić do końca marca, późnej kwietnia. A mamy już prawie połowę maja.

Orlen wygrał przetarg na Unipetrol. Czy to szansa dla polskiej spółki na strategiczny rozwój?

Zdecydowanie tak. Firma ma spore moce przerobowe, duży udział w rynku chemicznym i petrochemicznym. Z pewnością uda się z tej transakcji uzyskać wiele korzyści.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama