Udawał, że wszystko jest w porządku i nie ma potrzeby, żeby wyciągać daleko idące wnioski z tego, co leży na stole. Ja wcale nie jestem przekonany po pierwsze, czy minister miał dostęp do wszystkich materiałów, które zostały udostępnione radzie. Po drugie, wątpię, że jeżeli nawet Z. Kaniewski miał wszystkie dokumenty, to starczyło mu czasu, żeby je wszystkie dokładnie przeczytać. Dlatego ferowanie opinii na ten temat było wkraczaniem w kompetencje rady Orlenu.
Czy minister skarbu wywierał na Pana jakiekolwiek naciski, żeby np. nie zmieniać zarządu Orlenu?
Minister przed moim odwołaniem jedynie wyrażał publicznie poglądy na ten temat. W praktyce Z. Kaniewski nie miał możliwości zakazania mi robienia czegokolwiek jako przewodniczącemu rady Orlenu. Zgodnie z kodeksem spółek handlowych (ksh), jedyną metodą wpływania na członka rady nadzorczej jest albo jego odwołanie, albo ustanowienie uchwały walnego, zobowiązującą go do wykonywania określonych czynności, np. nadzorczych.
Czy odczuwał Pan, że poprzez publiczne wypowiedzi Z. Kaniewski próbował wywierać nacisk na to, aby nie podejmować pewnych decyzji? Np. nie zmieniać zarządu Orlenu?
Nawet jeżeli to czułem, to teraz nie ma to znaczenia. Ja po prostu kierowałem się przepisami ksh. Uważam, że jeżeli Skarb Państwa ma być udziałowcem czy akcjonariuszem spółek, to ściśle musi się trzymać prawa.
No tak, ale Pan w radzie nadzorczej Orlenu reprezentował właśnie interesy Skarbu Państwa. I musiał się Pan liczyć z opinią MSP, które jest 100-proc. właścicielem Nafty Polskiej.
Mnie na przewodniczącego rady Orlenu wybrało walne zgromadzenie spółki. Uzyskałem prawie 100% głosów. A to oznacza, że zaufał mi nie tylko Skarb Państwa, ale również inni akcjonariusze. Nigdzie nie jest zapisane, że dany członek rady musi wykonywać polecenia jednego akcjonariusza.
Ale trudno się nie domyśleć, że jednak otrzymywał Pan od ministra skarbu jakieś wskazówki.
Nazwijmy to sugestie. Ale ja bym zostawił już Z. Kaniewskiego w spokoju. On już i tak zapłacił cenę za swoje postępowanie.
Jak Pan, z perspektywy byłego przewodniczącego rady nadzorczej Orlenu, ocenia sytuację, w jakiej znajduje się teraz płocka spółka?
W tym momencie trzeba rozróżnić trzy płaszczyzny działania firmy. Pierwsza to rozwój strategiczny i próby pozyskania rynku paliwowego na zewnątrz Polski. Druga to ciężkie próby rozszerzenia działalności firmy o wydobycie ropy naftowej, a trzecia to jest bieżąca działalność. Ta ostatnia wiąże się z wieloma sukcesami, przeplatanymi negatywnymi informacjami, w jaki sposób osiągnięto sukces. Mówię tu np. o zmianie wystroju stacji paliwowych.
W którym z tych obszarów można policzyć najwięcej plusów, a w którym minusów?
Najwyżej oceniłbym długofalowe działania strategiczne, chociaż uważam, że na razie nic nie zostało pokazane w zakresie budowania paliwowego koncernu środkowoeuropejskiego. To dalej jest bardzo mglista koncepcja. Zarząd miał ją najpierw precyzyjnie przedstawić do końca marca, późnej kwietnia. A mamy już prawie połowę maja.
Orlen wygrał przetarg na Unipetrol. Czy to szansa dla polskiej spółki na strategiczny rozwój?
Zdecydowanie tak. Firma ma spore moce przerobowe, duży udział w rynku chemicznym i petrochemicznym. Z pewnością uda się z tej transakcji uzyskać wiele korzyści.
Dziękuję za rozmowę.