Wczoraj zakończyliśmy czwarty z rzędu tydzień spadku cen na rynku akcji. Po drodze nie było praktycznie bez większej korekty. Przewaga podaży jest bezapelacyjna. Co ważne, nastroje rynkowe nie są skrajnie złe. Cały czas widoczne są próby zagrywania pod ewentualne odbicie. W tym tygodniu mieliśmy kilka prób podniesienia cen, ale każda kończyła się tak samo. Notowano nowe minima w trendzie spadkowym. Po raz kolejny czwartek przyniósł istotną zniżkę.
W piątek łapacze dołków mieli, zdawałoby się, wymarzoną okazję do przeprowadzenia akcji podnoszącej ceny. Przed sesją swoje wyniki finansowe podały dwie spółki należące do grupy najcięższych: PKN i TPS. Wyniki przekroczyły wcześniejsze prognozy analityków. Jednak nawet taki impuls nie był w stanie zmienić sytuacji rynkowej. Poza dobrym otwarciem przebieg notowań był bardzo spokojny. W czasie pierwszych minut obróciło się całkiem sporo papierów, ale nie udało się popytowi przedrzeć przez twardą barierę podaży. Późniejsze próby popytu nie były już tak spektakularne i niczego nie zmieniły. Końcówka notowań nie należała do optymistycznych.
Powszechne oczekiwania na odbicie raczej nie będzie jemu służyć. Tu potrzeba zmiany nastrojów. Te powinny być naprawdę złe. Kolejne próby łapania dołka będą tylko utrzymywały panujący trend. Zresztą na razie próby te to właściwie życzenia, by rynek się zatrzymał, niż reakcja na przesłanki umożliwiające wzrost. Ustawienie zlecenia kupna na poziomie ostatniego dołka i liczenie, że rynek akurat tam się zatrzyma przypomina totolotka. Kiedyś się uda, tylko dlaczego nie grać w grę o większym prawdopodobieństwie wygranej? Trzymanie się trendu wydaje się rozsądniejsze, z pewnością mniej kosztowne. Na kupno przyjdzie czas, gdy pojawi się jakiś sygnał kupna. Na razie żadnego nie ma.