Tym razem powiedzenie "Do trzech razy szuka" może nie znaleźć potwierdzenia. W czasie wczorajszej sesji strona popytowa próbowała po raz drugi zaatakować poziom luki bessy z 10 maja. Próba zakończyła się porażką. Ponownie popyt w najważniejszym momencie nie stanął na wysokości zadania.
Wczorajsza sesja rozpoczęła się w kiepskich nastrojach. Fatalna końcówka w USA w środę oraz spadki na rynkach azjatyckich musiały znaleźć swoje odzwierciedlenie w nastrojach w Europie. Nasz rynek nie był tu wyjątkiem. Już przed sesją niskie otwarcie można było traktować jako szansę dla popytu, by ten mógł się pokazać i poprawiając nastroje przyczynić się do ponownego ataku na lukę bessy z 10 maja br. Patrząc na wykres, można domniemywać, że tak właśnie się stało. Niestety, zadanie zostało wykonane połowicznie.
Faktycznie doszło do wzrostu cen. Na tyle dużego, że można mówić o kolejnej próbie pokonania oporu. Jednak rynek charakteryzuje nie tylko zachowanie ceny, lecz także zachowanie obrotu. Ten czynnik zdecydowanie nie mógł się wczoraj podobać. Przez cały czas wzrostowi cen towarzyszył bardzo mały obrót. To martwi z dwóch powodów. Po pierwsze, mały obrót w czasie zwyżki cen nie potwierdza jej, a tym samym sugeruje, że jest ona jedynie ruchem korekcyjnym, a nie zapowiada faktycznej zmiany nastrojów. Po drugie, tak mały obrót w czasie próby pokonania oporu skazywał ją na klęskę już niemal na starcie. Nawet gdyby jakimś cudem udało się zamknąć lukę, wątpię, by wywołało to zachwyt graczy. Aby sygnał był istotny, musi mu towarzyszyć wzrost obrotów.
Pocieszeniem dla byków może być jedynie fakt, że wczorajsza sesja była pierwszym od dłuższego czasu wzrostowym czwartkiem. To oczywiście o niczym nie świadczy. Jest jedynie statystyczną ciekawostką.