Wtorkowa sesja przyniosła znaczącą przecenę większości polskich akcji. W ten sposób WIG20 błyskawicznie znalazł się w okolicy swego lokalnego dołka sprzed tygodnia. Umiarkowanie wysoki obrót w żaden sposób nie łagodzi wymowy spadku.
O tym, że korekcyjne odbicie musiało lada moment nastąpić, przekonywały wartości wskaźników RSI i Ultimate. Oba znalazły się na tak niskich poziomach (w okolicy 30 pkt), z jakich w przeszłości niemal zawsze rozpoczynały się mniejsze lub większe zwyżki indeksu. Zakończona korekta nie pozwoliła im nawet przebić się przez strefę równowagi, co podkreśla charakter ostatniego wzrostu. Jedyny pozytywny sygnał z oscylatorów to przebicie przez linię sygnalną średniej na wykresie MACD. Ostatnich pięć podobnych sygnałów przyniosło zwyżki wartości indeksu WIG20, przekraczające każdorazowo 5%.
Być może uda się bykom powstrzymać spadki na poziomie 45-tygodniowej średniej kroczącej, ale w mojej ocenie nie ma ona aż tak dużego znaczenia (choć zatrzymała zniżkę indeksu w 20 i 21 tygodniu). Bardziej opierałbym się na zniesieniach, z których najbliższe znajduje się na poziomie 1590 pkt i jest dodatkowo wzmocnione przez dołki z końca stycznia i połowy maja. Przełamanie tego wsparcia przyniesie dalszy spadek do średnioterminowego dołka z listopada ubiegłego toku (1410 pkt).
Ten scenariusz wydaje mi się mniej prawdopodobny niż skuteczna obrona ww. wsparcia. Niektóre polskie akcje (nie tylko blue chipy) są już dosyć tanie, szczególnie jeśli uwzględni się ich bieżące i potencjalne zyski. Również sąsiedztwo ważnych wsparć na wykresach poszczególnych spółek może skłonić inwestorów do śmielszych zakupów, dzięki którym rynek wejdzie w krótką stabilizację. A jeśli jeszcze do tego doda się fazę cyklu mającą zakończyć się w czerwcu, to... wzrosty murowane!
No nie do końca i raczej nie uprzedzałbym sygnałów. Dla mnie oznaką pewnego przełomu na rynku będzie nie tylko udane domknięcie luki bessy z 10 maja, ale przede wszystkim trwały powrót ponad średnią kroczącą z 45 sesji. Ona sama musi przynajmniej wyhamować spadek. W przeciwnym razie każdy wzrost powinno traktować się jako korektę kwietniowo-majowej wyprzedaży.