Zupełnie bezbarwną sesją uraczył nas na koniec maj. Mizerne obroty i niewielkie zmiany cen były w dużej mierze spowodowane zamknięciem giełd na rynkach zagranicznych, ale nie wolno zapominać o "efekcie CFA" - organizowane raz na rok egzaminy odbywają się w najbliższą sobotę, więc kiedy (jeśli nie teraz) jest ostatni dzwonek na przygotowania?
Cały miesiąc był na szczęście bardziej emocjonujący niż ostatnie jego dni. Spadki z pierwszej połowy maja sprowadziły indeks WIG20 do poziomu wsparcia na 1600 punktów, od którego rynek się dość mocno odbił. Wciąż jednak zmaga się z luką, która powstała w trakcie spadków w rejonie 1670-1700 punktów. Spodziewam się wzrostu powyżej tej wartości w pierwszych dniach czerwca. Nie sądzę jednak, by tendencja ta miała potrwać dłużej, gdyż wciąż kilka czynników przemawia za dalszym trwaniem korekty na giełdzie.
Po pierwsze - polityka: już wydawało się, że rząd Belki porządzi przez jakiś czas, zanim zmieni się sytuacja w sondażach, a tu po wydarzeniach piątkowych więcej wskazuje na - chyba jednak gorszy - scenariusz szybszych wyborów. Po drugie - kapitał nie płynie na giełdę tak szybko, jak spodziewały się na początku roku choćby poszczególne TFI. Nie mówiąc o tym, że trudniej decydować się na akcje, gdy obligacje dają 7,5% zamiast 5,5% wcześniej, zwłaszcza w obliczu zapowiadanych podwyżek stóp procentowych. Po trzecie - wysyp nowych emisji musi w końcu ograniczyć apetyt na akcje na rynku wtórnym.
Pytanie, które w trakcie uspokojenia sytuacji na rynku należy zadać, brzmi: czy wzrost gospodarczy (za jego kontynuacją przemawia np. wskaźnik wyprzedzający) jest już całkowicie uwzględniony w cenach akcji. Tegoroczny na pewno, ale jak z rokiem 2005?
Zwróć uwagę: