- Uważamy, że zimą branżę czeka prawdziwie krwawa walka, a wygra linia z najniższymi kosztami. Patrząc z naszej perspektywy, tylko my przetrwamy na polu walki - powiedział agencji Reutera Micheal Cawley, zastępca dyrektora generalnego spółki. - Zbyt wielu ludzi będzie próbowało zrobić pieniądze. My będziemy na przodzie, obniżając ceny biletów i wywierając presję na inne linie - wyjaśnił. Ryanair spodziewa się spadku cen biletów o 5-10% w pierwszym półroczu roku obrachunkowego, który rozpoczął się w kwietniu, i między 10% a 20% w drugim.
Największy europejski tani przewoźnik przygotowuje się na ostrą konkurencję - dodaje nowe połączenia i już obniża ceny. Stąd też wynikła pierwsza od giełdowego debiutu w 1997 r. kwartalna strata, odnotowana w pierwszych trzech miesiącach tego roku. Wyniosła netto 3,3 mln euro. Była jednak wyraźnie mniejsza, niż oczekiwano. Analitycy wykazali sporo ostrożności - bali się chyba, by Ryanair nie zaskoczył ich podobnie jak pod koniec stycznia, gdy poinformował, że roczny zysk spadnie o ok. 10%. Wówczas na giełdzie papiery firmy staniały aż o 30%. Wczoraj na parkiecie w Dublinie chwię po otwarciu znalazły się 3% powyżej poniedziałkowego zamknięcia.
Miniony kwartał był jednocześnie ostatnim w roku obrachunkowym spółki. Ryanair zarobił w nim 206,6 mln euro, o 14% mniej niż poprzednio. Sprzedaż po raz pierwszy w historii przekroczyła miliard euro, wzrastając o 28%, do 1,07 mld euro. Firma przewiozła w ciągu roku 23 mln pasażerów, poprawiając wynik aż o 47%. Zarząd ma w planach zwiększenie w ciągu czterech lat liczby pasażerów do 50 mln.