W niedzielę niemiecka poczta poinformowała, że sprzeda 49,9% udziałów w swoim banku, największym w Niemczech pod względem liczby obsługiwanych klientów. Za jedną akcję chce otrzymać między 31,5 a 36,5 euro. Zapisy na papiery są przyjmowane od wczoraj do końca przyszłego tygodnia, a debiut zaplanowano na 21 czerwca. Środki z emisji, które przy najwyższej cenie mogą wynieść 3 mld euro, zostaną przeznaczone na spłatę długów i dalszy rozwój. Przy górnym pułapie widełek bank byłby wart 6 mld euro - zgodnie z oczekiwaniami szefa Deutsche Post Klausa Zumwinkela.
Eksperci wskazują, że nawet licząc po najniższej cenie z prospektu emisyjnego, Postbank zostałby wyceniony 5% powyżej wartości księgowej, wynoszącej 4,9 mln euro. Inne niemieckie banki tymczasem są notowane na giełdzie poniżej wyceny z ksiąg. Na inwestorów nie działają zachęcająco też słabe wskaźniki rentowności. W zeszłym roku jeden z najbardziej istotnych - zwrot z kapitału własnego (ROE) - wyniósł 7,6%. To znacznie mniej, niż w przypadku zagranicznych banków, z którymi Postbank chce być porównywany. Włoski UniCredito Italiano osiągnął ROE w wysokości 17,7%, a hiszpański Banco Popular Espanol nawet 25,6%.
Wielu inwestorów zapowiada, że nie będzie kupować akcji Postbanku. Dziennik "Sueddeutsche Zeitung" napisał w zeszłym tygodniu, że emisja zostanie odwołana, jeśli cena emisyjna miałaby być niższa niż 31,7 euro. Powołał się przy tym na osoby związane z rządem (który kontroluje 63% udziałów Deutsche Post).
Czarny scenariusz jest tym bardziej możliwy, że wielu inwestorów sparzyło się, kupując akcje w poprzedniej wielkiej niemieckiej ofercie publicznej, kiedy w 2000 r. na giełdę wchodziła właśnie Deutsche Post. Papiery sprzedano wówczas po 21 euro, teraz są notowane poniżej 17 euro. Debiutom nie sprzyja też koniunktura. W tym roku z planów wejścia na giełdę wycofały się już trzy niemieckie spółki.
Deutsche Post, sprzedając akcje swojego banku, chce przeprowadzić największą pierwotną ofertę akcji na rynku niemieckim od 4 lat