W ubiegłym roku łódzki Próchnik, producent płaszczy i kurtek, zanotował 6,35 mln zł przychodów ze sprzedaży - najmniej w historii. Już dane narastająco za cztery kwartały 2003 r. były złe: 1,63 mln zł straty operacyjnej i 1,48 mln zł straty netto. Raport roczny wskazuje, że są sporo gorsze. Odpowiednio 2,34 i 2,24 mln zł na minusie. Zwiększyły się bowiem "inne koszty operacyjne". W efekcie został przerwany kilkuletni trend ograniczania ujemnego wyniku.
- Uwzględniliśmy wniosek audytora w sprawie utworzenia rezerwy na zwroty z tytułu sprzedaży w 2003 roku. Chodzi o około 700 tys. zł - wyjaśnia Irena Chmielewska, główna księgowa spółki.
Urzędujący od kilku miesięcy prezes Jacek Pudło skierował do akcjonariuszy wyjątkowo krótki list. Przypomniał tylko, że najważniejsza sprawa to przygotowanie nowej, zgodnej z obowiązującymi trendami, kolekcji. Zachował też optymizm. "Mimo że wyniki finansowe spółki nie są najlepsze, to jednak zarząd jest przekonany, że obecnie wdrażana strategia umożliwi zahamowanie ponoszonych strat i stabilny rozwój w dłuższym czasie" - napisał.
Firma dawno już przejadła kapitały własne, więc straty z ubiegłego roku zarząd proponuje pokryć z zysku przyszłych okresów. Zysk netto Próchnik miał po raz ostatni... w 1996 roku. I kwartał 2004 roku nie przyniósł poprawy (straty były nawet wyższe niż w dwóch poprzednich latach).
Jacek Pudło zastąpił Katarzynę Suszanowicz, która kierowała przedsiębiorstwem przez cały 2003 r. Wynagrodzenia zarządu - w praktyce prezesa, bo zarząd cały czas był jednoosobowy - pochłonęły wówczas 321,7 tys. zł, rady nadzorczej - 50,8 tys. zł (razem prawie 6% przychodów). - Wynagrodzenia zarządu były dość wysokie, biorąc pod uwagę sytuację przedsiębiorstwa - przyznaje J. Pudło.