Jeszcze nie wszystkie banki zaczęły stosować nową metodologię tworzenia rezerw na przeterminowane należności. Mimo to w I kwartale poziom należności zagrożonych w całym sektorze obniżył się do 19,3% z 21%. W bankach komercyjnych do 20,2 z 22%, a w bankach spółdzielczych do 5,9% z 7,2%. Większa poprawa portfela kredytowego nastąpiła w przypadku należności od klientów indywidualnych niż przedsiębiorstw.
Gdyby przyjąć nowe regulacje, to można szacować, że przy restrykcyjnym podejściu wszystkich zagrożonych kredytów byłoby 13-14%. Do końca roku prawdopodobnie dojdziemy do 11%, czyli punktu zbliżonego do wykazywanego wcześniej przez banki poziomu należności zagrożonych z niezabezpieczonym ryzykiem, to jest takich, na które banki utworzyły rezerwy w całości obciążające ich wynik finansowy.
Gospodarka przyspiesza, zwiększa się akcja kredytowa. Wydaje się, że polskie banki bez przeszkód mogą szybko się rozwijać. Czy widzi Pan jakieś zagrożenia mogące negatywnie wpłynąć na sytuację sektora?
Zwykle w okresach koniunktury, banki będąc przekonane, że zaczyna się okres prosperity, starają się dynamicznie zwiększać wolumeny akcji kredytowej. Część z nich może to robić w oparciu o nadmiernie liberalne procedury, co może niekorzystnie odbić się na jakości ich portfeli kredytowych w przyszłości.
Czy w związku z tym przyglądacie się bankom wykazującym szybkie przyrosty wartości portfela kredytów mieszkaniowych?
Z powodu boomu na rynku kredytów mieszkaniowych zwracamy uwagę na stosowane przez nie procedury. Wskazujemy, żeby wyciągały wnioski z okresów dekoniunktury na rynku nieruchomości, które notowano niedawno w Europie, jak i z najlepszych praktyk w zakresie finansowania rynku nieruchomości. Żeby udzielały kredytów zgodnie z dobrymi standardami, w zakresie ostrożnej wyceny zabezpieczeń, stosunku wartości zabezpieczenia do wielkości kredytu oraz refinansowania portfela kredytowego tak, aby nie została zachwiana płynność banku.