Prokuratura rozpoczęła śledztwo już w październiku 2002 r., badając przede wszystkim, czy Vivendi nie publikował fałszywych raportów w latach 2000-2001 i nie przedstawiał nieprawdziwych prognoz na lata 2001-2002. Zajęła się również sprawą odkupienia przez koncern własnych akcji (tzw. buy back) w okresie między 18 września a 2 października 2001 r. Sam Messier w marcu bieżącego roku, gdy zostało wszczęte śledztwo przeciwko byłym pracownikom firmy, wziął na siebie odpowiedzialność za buy back, który z kasy spółki pochłonął prawie miliard euro. Olivier Metzner, prawnik reprezentujący Messiera, broni tej transakcji. - Została dokonana w interesie drobnych akcjonariuszy. Po atakach terrorystycznych z 11 września potrzebna była taka interwencja, by podbić kurs - stwierdził.
Prawnik podkreślił też, że Messier w pełni współpracuje z policją i prokuraturą, udostępniając im wszystkim potrzebne informacje. Według nieoficjalnych informacji, już zgodził się na zapłacenie kary w wysokości miliona euro.
Jean-Marie Messier zrezygnował ze stanowiska prezesa Vivendi Universal w lipcu 2002 r. Głównym powodem było gigantyczne zadłużenie spółki i ogromne straty. Były szef wydał bowiem na ekspansję aż 77 mld USD. Łupem Vivendi stały się m.in. amerykańskie aktywa z branży rozrywkowej - studio filmowe Universal, wytwórnia fonograficzna Universal Music i parki tematyczne, których część od francuskiej spółki odkupiła w tym roku sieć telewizyjna NBC. O byłym szefie Vivendi było już też głośno w ub.r., gdy wyszło na jaw, że przez pewien czas mieszkał w eleganckim apartamencie przy nowojorskiej Park Avenue. Spółka kupiła go za niebagatelną kwotę 17,5 mln USD.