Wybicie WIG20 z konsolidacji w przedziale 1630-1700 pkt zakończyło się, zanim nawet został zrealizowany minimalny zasięg ruchu. Jeszcze większe nadzieje budziły notowania kontraktów terminowych, gdzie zaczęła się kształtować formacja podwójnego dna. Niestety, indeks nie zdołał dotrzeć choćby do 1750 pkt. Potwierdziły się obawy, że nawet zwyżka indeksu powyżej "magicznej" bariery 1700 pkt nie doprowadzi do przebudzenia kupujących i powstania trendu, który doprowadziłby WIG20 przynajmniej w okolicę 1800 pkt. Obroty w czasie tego krótkotrwałego zrywu byków należały do najniższych w tym roku.
Kanał zamiast konsolidacji
Na wykresie w miejsce strefy konsolidacji powstał lekko wzrostowy kanał. Jego dolna linia przebiega po dołkach z połowy maja i połowy czerwca (biorąc pod uwagę dzienne minima i maksima). Teraz obejmuje on przedział ok. 1660-1750 pkt. Powinien on mieć zasadnicze znaczenie dla koniunktury w najbliższym czasie. Najbardziej prawdopodobny jest teraz powrót do dolnej linii kanału. Przemawia za tym także bardzo niekorzystny dla byków układ wskaźników. Bezpośredni sygnał sprzedaży dał oscylator stochastyczny, wychodząc ze strefy wykupienia. Jednocześnie zaczął też zniżkować histogram MACD - po tym, jak nie zdołał pokonać szczytów z kwietnia i czerwca. W tym roku takie połączenie sygnałów obu wskaźników za każdym razem zapowiadało spadek, choć oczywiście o różnej sile.
Co będzie dalej - po tym jak WIG20 dotrze do dolnej granicy kanału - trudno się na razie wypowiadać. Najrozsądniej jest założyć, że wówczas zniżka zostanie powstrzymana. Znaczenie kanału jest tym większe, że w tym samym rejonie przebiega średnia krocząca z 200 sesji.
MIDWIG w niedźwiedzim uścisku