Koniec snów o dobrych wujkach. Nowa Rada Polityki Pieniężnej zapoczątkowała cykl podwyżek stóp procentowych mocnym ruchem o 50 punktów bazowych. Była to dla członków RPP swoista inicjacja - nie tylko pierwsza podwyżka stóp od czterech lat, ale również pierwsza podwyżka w kadencji obecnej Rady, włączając w to również jej przewodniczącego Leszka Balcerowicza. - Twardym trzeba być, a nie miętkim - mawiał mój ulubiony bohater komedii Juliusza Machulskiego i okazało się, że ta maksyma wydaje się przyświecać również kreatorom polskiej polityki pieniężnej.
Nowa Rada Polityki Pieniężnej ostatecznie dała do zrozumienia, że jest twarda jak skała i nie będzie się bezczynnie przyglądać rosnącej inflacji. Nawet jeżeli wzrost cen z popytem wewnętrznym ma niewiele wspólnego i - co w sumie przyznają sami członkowie Rady - w przeważającej części wynika z czynników, które określić można jako niezależne od kształtu krajowej polityki pieniężnej, a do tego przejściowe. I nikt już teraz nie będzie wspominał o gołębiach i tym podobnych łagodnych stworzeniach.
Nie twierdzę wcale, że była to decyzja całkowicie nieuzasadniona. Rada Polityki Pieniężnej wyraźnie dała do zrozumienia, jakie były motywy tego posunięcia - członkowie RPP chcieli wpłynąć na oczekiwania gospodarstw domowych i szeroko rozumianych uczestników życia gospodarczego i zapobiec ich pogorszeniu w obliczu wyraźnego odbicia bieżącej stopy inflacji. Bo odbicie inflacyjne najwyraźniej jest teraz postrzegane - przynajmniej przez niektórych - jako znaczące (chociaż jeszcze trzy-cztery lata temu inflację w granicach 3-4 procent określilibyśmy jako naprawdę umiarkowaną) i w przypadku ugruntowania przekonań o jego trwałości mogłoby faktycznie utrudnić sprowadzenie stopy inflacji z powrotem do środka celu nawet po ustąpieniu przejściowych szoków podażowych. Najprawdopodobniej Rada uznała, że najłatwiej jest ten cel osiągnąć przez mocne utrwalenie w mediach i w świadomości społecznej wizerunku banku centralnego o niezwykle konserwatywnym profilu i niezwykle wysokiej awersji wobec inflacji. I, prawdę mówiąc, można podejrzewać, że faktycznie misja ta ma szansę powodzenia, głównie za sprawą "dorobku" odziedziczonego po Radzie Polityki Pieniężnej poprzedniej kadencji. Poprzez pokazanie nie tylko "restrykcyjnego", ale wręcz "agresywnego" nastawienia w polityce pieniężnej, czyli szybką i ostrzejszą, niż się spodziewano, podwyżkę stóp podstawowych, Rada "podpięła" się niejako pod reputację swoich poprzedników. Utrwalenie takiego wizerunku zapewne będzie wymagało jeszcze kolejnych podwyżek - przypuszczalnie jednej w tym i jednej w przyszłym roku (obie po 50 punktów bazowych). Jednak biorąc pod uwagę, że większa część niekorzystnych dla inflacji czynników powinna zaniknąć w połowie 2005 roku, zacieśnianie polityki pieniężnej nie powinno posunąć się o wiele dalej.
Utrzymujące się wysokie bezrobocie stanowi silną barierę przed narastaniem spirali płacowej, a przeciągająca się niestabilność polityczna i niepewność co do przyszłych warunków gospodarowania nadal poważnie ogranicza ekspansję inwestycji. W tych warunkach popyt wewnętrzny prawdopodobnie jeszcze przez dłuższy czas nie będzie stanowić poważnego zagrożenia dla procesów inflacyjnych.