Sam Chodorkowski, który przebywa od października ubiegłego roku w areszcie, oskarżany jest o przestępstwa podatkowe. "2 lipca otrzymaliśmy notę od banków, które pomagały nam organizować pożyczkę w wysokości miliarda dolarów, w której uznają nas one za niewypłacalnych", powiedział Reuterowi rzecznik Jukosu, Aleksander Szadrin. Informacja to spowodowała spadek akcji Jukosu na moskiewskiej giełdzie o 13 procent. W piątek kurs spadł o 17,5 procent, po tym jak Jukos otrzymał wezwanie do zapłacenia 3,4 miliarda dolarów z tytułu niezapłaconych od 2001 roku podatków. W sobotę policja podatkowa przez osiem godzin przeszukiwała biura Jukosu, konfiskując dokumenty, dyski komputerowe i sejfy. Firma do środy musi zapłacić 3,4 miliarda dolarów z tytułu zaległości podatkowych. Jak twierdzi nie jest w stanie tego zrobić, ponieważ sąd zamroził jej aktywa, a nie dysponuje ona wystarczającą gotówką. To, jak twierdzi Jukos, może oznaczać konieczność ogłoszenia bankructwa. Upadek koncernu byłby sprzeczny z ostatnimi deklaracjami prezydenta Rosji, Władimira Putina, który mówił, że nie chce niszczyć Jukosu, na który przypada jedna piąta produkcji rosyjskiej ropy. Bankructwo naftowego giganta nie wywołałoby zapewne wielkiego żalu wśród rosyjskiego społeczeństwa, z drugiej jednak strony Rosja desperacko potrzebuje inwestycji, a sprawa Jukosu może się okazać kluczowym testem, jak Kreml ma zamiar układać sobie stosunki z biznesem. Według części analityków bankructwo Jukosu spowodowane działaniami Kremla zniszczyłoby wizerunek Rosji w oczach inwestorów i to w sytuacji, gdy rząd próbuje zdynamizować gospodarkę i podnieść standard życia obywateli. "Jeśli Jukos zostanie zmuszony do bankructwa, albo nawet ogłosi je dobrowolnie, inwestorzy zobaczą, że działania Putina idą w przeciwnym kierunku do jego zapowiedzi sprzed kilku tygodni" - powiedział Christopher Weafer, analityk Alfa Banku. "To będzie miało niszczące skutki dla wiarygodności inwestycyjnej Rosji i może postawić pod znakiem zapytania plany ekonomiczne Putina" - dodał. Problemy Jukosu mają konsekwencje daleko wykraczające poza granicę Rosji. Według dealerów sytuacja rosyjskiego koncernu jest jednym z powodów poniedziałkowego wzrostu cen ropy. Nie wszyscy jednak widzą sytuację firmy w tak czarnych barwach. Bank inwestycyjny Merrill Lynch podniósł swoją rekomendację dla Jukosu do "kupuj" z "neutralnie", uznając bankructwo firmy za mało prawdopodobne. Dodatkowo rosyjski minister ds. energetyki ogłosił, że amerykański koncern naftowy ChevronTexaco rozważą zainwestowanie do 10 miliardów dolarów w rosyjski przemysł paliwowy. W ubiegłym roku wielokrotnie spekulowano, że Chevron jest zainteresowany objęciem
dużego pakietu akcji Jukosu.
((Tłumaczył: Tomasz Krzyżanowski; RM: [email protected];
Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 9700; [email protected]))