Czy 50 zł miesięcznie za stały nadzór nad spółką, uczestnictwo w posiedzeniach zarządu, jest godziwą kwotą? Kilka dni temu na walnym akcjonariusze Wilbo uznali, że tak. Podtrzymali tym samym wynagrodzenie z uchwały zaskarżonej półtora roku temu.
Wilbo udaje, że płaci
Pięcioosobowa rada nadzorcza Wilbo w 2002 r. otrzymała ponad 1 mln zł. Średnio na jednego członka miesięcznie przypadało po 17 tys. zł. Zasiadali w niej wówczas m.in. dwaj główni akcjonariusze spółki mający po 33,4% głosów: Waldemar Wilandt i Dariusz Bobiński z żonami. Firmą z Władysławowa zainteresowały się instytucje finansowe. Zgromadziły ponad 20% akcji i w styczniu 2003 r., w głosowaniu grupami, wprowadziły do rady dwie osoby. Jednocześnie oddelegowały je do pełnienia stałego, indywidualnego nadzoru nad spółką, bo nie były zadowolone z wyników. Wilandt i Bobiński, którzy w styczniu zrezygnowali z prac w radzie, obniżyli wynagrodzenie (mają większość na walnym) jej członkom do 500 zł brutto miesięcznie. Dodatkowo za indywidualny nadzór dołożono po 50 zł. Uchwała w tej sprawie została zaskarżona. Do dziś nie odbyło się jednak żadne posiedzenie sądu.
Podczas tegorocznego walnego, na koniec czerwca, fundusze emerytalne i inwestycyjne wprowadziły do nowej rady nadzorczej tylko jedną osobę - Raimondo Egginka. Oddelegowały go też do stałego, indywidualnego nadzoru. Zaproponowały jednocześnie, by wynagrodzenie członków RN wzrosło do 2 tys. zł miesięcznie, za indywidualny nadzór zaś do 1 tys. zł. Propozycja nie przeszła.
- Moim zdaniem, w interesie akcjonariuszy Wilbo jest zaskarżenie uchwały o wynagrodzeniu dla członków rady nadzorczej. Akcjonariusze dominujący najwyraźniej chcą utrudnić wykonywanie niezależnego nadzoru nad firmą - stwierdził Raimondo Eggink.