W środowy wieczór nie doszło do cudu. Jukos nie spłacił w wyznaczonym terminie gigantycznego długu na rzecz fiskusa.
Komornicy zajęli się Jukosem
Wczoraj komornicy przystąpili do dzieła. Powołując się na przedstawicieli administracji okręgu Tomsk na Syberii, agencja Interfax po południu podała, że zajęto rachunki zależnej od Jukosu spółki Tomsknieft. Nie było wiadomo, czy decyzja oznacza przymusową przerwę w jej działalności. Według Jukosu, firma wydobywała w pierwszym kwartale 360 tys. baryłek ropy na dobę.
Do południa nikt nie był w stanie przewidzieć rozwoju wypadków. - Komornicy mogą przyjść, mogą nie przyjść - dywagował rzecznik spółki Hugo Erikssen. - Zachowujemy spokój, kontynuujemy produkcję. Ale z zamrożonymi kontami bankowymi i aktywami z dnia na dzień będzie to coraz trudniejsze - mówił. Rosyjskie władze podatkowe domagają się od Jukosu blisko 7 mld USD niedopłaconych podatków za minione lata, przy czym natychmiastowej egzekucji podlega połowa tej kwoty.
Analitycy do końca liczyli na kompromis. Swój pakiet 44% akcji naftowego giganta w zamian za umorzenie jego zobowiązań zaoferował były szef koncernu Michaił Chodorkowski, przetrzymywany od października w areszcie. Przedstawiciele Jukosu, w których gestii są te papiery, jeszcze rano utrzymywali, że cały czas rozmawiają z władzami. - Żaden dokument do ministerstwa nie dotarł - oświadczył wczoraj Siergiej Szatałow, wiceszef resortu finansów. - Nie bardzo rozumiem, w jaki sposób można zrealizować [pomysł Chodorkowskiego], ponieważ podatki według prawa rosyjskiego powinny być płacone wyłącznie za pomocą pieniędzy - dodał. Dwa dni wcześniej ten sam Szatałow mówił, że widzi szansę na rozłożenie długu koncernu na raty.