Sprawa handlu Katią (oprogramowanie komputerowe) sięga 1994 r. W 2000 r. fiskus zarzucił Centrozapowi (zajmował się głównie budową obiektów dla hutnictwa i energetyki), że działalność ta miała na celu wyłudzenie VAT. Spółka zapłaciła ok. 34 mln zł, odwołując się jednocześnie od kolejnych wyroków sądowych. Firma uważa, że jej zobowiązania związane z Katią przedawniły się w 1999 r.
- Uważam, że 4 sierpnia mamy duże szanse na wygraną - mówi Ireneusz Król, prezes Centrozapu. Zwraca uwagę, że bardzo podobną sprawę związaną z handlem radiometrami spółka wygrała pod koniec maja br. Jeśli teraz orzeczenie będzie korzystne dla firmy, przynajmniej część z 34 mln zł trafi do jej kasy, co korzystnie wpłynie na wynik netto przedsiębiorstwa.
W sobotę minął termin zgłaszania wierzytelności wobec Centrozapu, które mogą podlegać konwersji na akcje. Wartość emisji może przekroczyć 100 mln zł, co pozwoliłoby na odbudowanie dodatnich kapitałów własnych. Spółka, która od kwietnia jest w upadłości naprawczej, chce jesienią powrócić na giełdowy parkiet. - Na 620 wierzycieli Centrozapu, na liście znalazło się już 450, w tym wszyscy najważniejsi. Lista wciąż się wydłuża, bo zgłoszenia napływają jeszcze pocztą - twierdzi I. Król. Z naszych informacji wynika, że wśród wierzycieli są m.in. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska, Stalexport (spółka winna jest im po kilkanaście mln zł) oraz ING BSK (ponad 10 mln zł).