Rządowy projekt zakładał, że waloryzacja rent i emerytur będzie się odbywać wtedy, gdy skumulowany wskaźnik inflacji przekroczy 5%. Miało to następować nie rzadziej niż co trzy lata. Ustawa, która była kluczowym elementem planu Hausnera, miała - według pierwotnych wyliczeń - dać w ciągu czterech lat ok. 8,8 mld zł oszczędności. W przyszłym roku - ok. 1,9 mld zł.

W przegłosowanej wczoraj przez nadzwyczajną komisję wersji ustawy znalazł się jednak zapis, mówiący, że waloryzacja świadczeń będzie następować wówczas, gdy skumulowana inflacja przekroczy 3%.

Jednocześnie do projektu wprowadzono przepisy likwidujące tzw. stary portfel. Oznacza to podniesienie świadczeń dla tych emerytów, którym w 1993 roku obniżono podstawę wymiaru świadczenia ze 100% do 91%. W ciągu najbliższych dwóch lat podwyżki dostaną 75-latkowie, a w kolejnych - pozostali emeryci. Zwiększa to wydatki budżetowe w 2005 roku o 0,5 mld zł, a w 2006 roku - prawie o 1 mld zł. Koszty mają dalej rosnąć, osiągając w 2010 roku poziom ok. 3,6 mld zł.

Pieniądze na likwidację "starego portfela", zgodnie z pomysłem Socjaldemokracji Polskiej, miało dać odejście od corocznej waloryzacji świadczeń. W obecnej sytuacji, gdyby Sejm poparł wariant rekomendowany przez komisję, waloryzacja emerytur i rent prawie na pewno przeprowadzana byłaby co roku. A to oznacza, że pieniądze na likwidację starego portfela musiałyby pochodzić z budżetu. Według Jolanty Banach z SdPl, może to oznaczać przekroczenie w przyszłym roku przez dług publiczny poziomu 60% PKB. Jaki będzie tego skutek ? - Cięcie na oślep wszystkich emerytur - mówi posłanka. Głosowanie nad ustawą ma się odbyć dzisiaj.

Zdaniem wicepremiera Jerzego Hausnera, przyjęcie jej w z zapisem mówiącym o progu 3%, będzie oznaczać, że cały program oszczędnościowy rządu zostanie pozbawiony jednego z filarów. Przypomnijmy, że wcześniej Hausner sugerował, że jego obecność w rządzie może zależeć od przegłosowania ustawy o waloryzacji rent i emerytur w rządowym wariancie. Wczoraj uchylił się jednak od odpowiedzi na pytanie, czy poda się do dymisji, gdyby Sejm przyjął wersję rekomendowaną przez nadzwyczajną komisję.