WIG20 nieustannie balansuje na wysokości 1700 pkt. Widać zniechęcenie u sporej części inwestorów o czym świadczą mizerne obroty. Mamy "książkowy" wręcz trend boczny. Mnożą się błędne sygnały ze strony wskaźników podążających za ruchami notowań. Dzienny MACD naprzemian daje błędne wskazania kupna i sprzedaży. Jego histogram nie może "oderwać się" od linii "0". Niedawno zwyżkę zapoczątkował wskaźnik siły trendu ADX. Jednak i ten sygnał został anulowany, co potwierdza dalszy ciąg konsolidacji. Pewną skuteczność ma nadal oscylator stochastyczny, który jak zawsze, lepiej spisuje się w czasie trendów bocznych. Jednak i ten wskaźnik traci na znaczeniu z uwagi na coraz mniejszą zmienność - wahania indeksu wynoszą co najwyżej po kilkadziesiąt punktów. W takich warunkach trudno w ogóle znaleźć zyskowną strategię. Marazm przybiera już takie rozmiary, że zastanawiać się można, czy rozstrzygnięcie nie znajduje się w zasięgu ręki. Niską aktywność tylko po części tłumaczy sezon urlopowy. W końcu to właśnie lato ubiegłego roku przyniosło wybuch euforii i obroty najwyższe w całym roku.

Jedynym rozwiązaniem wydaje się przeczekanie okresu marazmu. Skoro zawodzą wskaźniki, warto skoncentrować się na poziomach wsparcia i oporu. Zasięg konsolidacji wyznacza przedział 1645-1735 pkt, przy czym miejsca na spadek jest niezbyt wiele - na wysokości 1612 pkt znajduje się bowiem kolejna bariera dla niedźwiedzi. Warto zauważyć, że na wykresie tygodniowym opór przebiega na poziomie już 1719 pkt. Tygodniowy MACD i Stochastic ciągle przemawiają przy tym na korzyść niedźwiedzi.

Na trend boczny można narzekać, ale z drugiej strony można się też cieszyć, że WIG20 znajduje się w konsolidacji w sytuacji wyraźnego pogorszenia nastrojów na świecie. W USA indeks S&P 500 spadł poniżej długoterminowej średniej kroczącej z 200 sesji i znalazł się o krok od majowego dołka. Czy jest to oznaka siły naszego rynku? Jeśli tak, to być może ewentualne odreagowanie notowań za oceanem, pozwoli na zwyżkę także na GPW. Ale na razie są to tylko spekulacje.