- Argumenty, jakie przedstawiła RPP po ostatnim posiedzeniu, przemawiały za podwyżką stóp o 50 pkt bazowych. Stopy wzrosły jednak tylko o 25 punktów - twierdzi J. Jankowiak.
Skąd ta rozbieżność? Bo Rada jest "ciałem kolegialnym i podejmuje decyzje większością głosów". Takie wyjaśnienie przedstawił w środę prezes NBP Leszek Balcerowicz. Marian Noga, członek RPP, dodał jeszcze, że dla Rady (i rządu) priorytetem jest utrzymanie wysokiego wzrostu gospodarczego w Polsce.
W komunikacie po lipcowym posiedzeniu RPP napisała, że głównym powodem jej decyzji jest znaczący wzrost inflacji. Wskaźnik cen konsumpcyjnych przekroczył w czerwcu (4,4%), górny pułap celu inflacyjnego Rady. W opinii specjalistów z BRE, to jeszcze nie koniec podwyżek cen. W lipcu inflacja wzrośnie, ich zdaniem, do 4,8-4,9% i pozostanie na zbliżonym poziomie w sierpniu. Do końca roku będzie się utrzymywać w przedziale 4,5-4,8%.
Według J. Jankowiaka, małe podwyżki stóp procentowych nie są korzystne dla polskiej gospodarki. - Lepiej byłoby, gdyby oczekiwania inflacyjne zostały wygaszone szybciej. Jeśli ruchy RPP będą niewielkie, restrykcyjna polityka pieniężna będzie musiała być utrzymana przez długi czas - ocenia ekonomista BRE. Zwraca też uwagę, że wzrost inflacji nie jest spowodowany wyłącznie większym popytem, ale również rosnącymi oczekiwaniami płacowymi.
Specjaliści z BRE przewidują, że wyższe stopy procentowe negatywnie odbiją się na poziomie wzrostu gospodarczego w Polsce. Nastąpi to jednak dopiero w 2006 r. W przyszłym roku mniejszy udział popytu konsumpcyjnego w PKB zostanie bowiem zrekompensowany większą dynamiką inwestycji finansowych z pieniędzy Unii Europejskiej.