W kwietniu Cezary Banasiński, prezes UOKiK, wszczął postępowanie przeciwko Tele2, ale poinformował o tym dopiero wczoraj. Według Urzędu, abonenci skarżyli się, że nie byli informowani o konieczności powiadomienia Telekomunikacji Polskiej o rezygnacji z usług preselekcji świadczonych przez operatora. W praktyce skutkowało to tym, że pomimo odstąpienia od umowy z Tele2 połączenia telefoniczne były nadal przez niego wykonywane.

Jednocześnie UOKiK zakwestionował pobieranie od abonentów opłat za szczegółowy wykaz wykonanych połączeń telefonicznych w przypadku uwzględnienia reklamacji.

W stanowisku przekazanym prasie Tele2 wyraziło "ubolewania, że komunikat prasowy prezesa UOKiK opublikowany został ponad cztery miesiące po wszczęciu postępowania, a w jego treści nie zostały uwzględnione złożone przez Tele2 wyjaśnienia oraz podjęte działania".

Operator poinformował, że nie pobierał opłat za billingi od klientów składających reklamacje. Zdaniem zarządu spółki, UOKiK wysunął ten zarzut nie wskutek skarg konsumentów, bo ich być nie mogło, skoro Tele2 opłat nie pobiera, ale po lekturze regulaminu firmy, który nie powtarzał w treści odpowiedniego przepisu prawa telekomunikacyjnego. Operator wprowadził odpowiedni zapis 1 maja.

Przedstawiciele Tele2 zapewnili też, że po otrzymaniu rezygnacji informują klientów o konieczności złożenia wniosku o wycofanie preselekcji w TP i sposobie wybierania numerów przy użyciu prefiksu Telekomunikacji Polskiej do czasu jego realizacji. Ponadto spółka blokuje klientów w systemie billingowym - w związku z czym połączenia nie są już dłużej wykonywane przez Tele2. Osobno informuje o tym fakcie także TP. Według zarządu Tele2, niedostatek regulacji prawnych powoduje, że zniesienie preselekcji wymaga złożenia przez klienta kolejnego, pisemnego wniosku. "Tele2 byłoby gotowe wziąć na siebie obowiązek wycofania preselekcji, jednak na przeszkodzie stoją obecnie obowiązujące regulacje" - czytamy w komunikacie.