Były prezes przysłał pismo do spółki, w którym prosi o wypłatę pieniędzy. Firma ma je przelać na dwa oddzielne konta. Chodzi o niebagatelną kwotę około 6 mln zł. - Nic nie powiem na ten temat. Obowiązuje mnie tajemnica kontraktu - mówi Z. Wróbel. Zaznacza, że pieniądze, które ma otrzymać, są nieporównywalnie niższe od tych, które dostają prezesi innych dużych przedsiębiorstw, np. Banku Millennium. - Ale nie jest mi przykro, nie narzekam. Zgodziłem się na pewne warunki i je zaakceptowałem - dodaje.
Andrzej Herman i Jan Waga
podpisali kontrakt.....
Zbigniew Wróbel został prezesem w lutym 2002 roku. Firma doradztwa personalnego Hey, która później wyceniała stanowiska w koncernie, bardzo szybko opracowała dla niego kontrakt. Standardowy. Miesięczne wynagrodzenie - ok. 200 tys. zł, do tego kwartalne premie. W pilnym trybie podpisali go Andrzej Herman, ówczesny przewodniczący rady nadzorczej Orlenu (pracownik naukowy Szkoły Głównej Handlowej, członek RN Polkomtela) i Jan Waga, wówczas wiceprzewodniczący rady (prezes Kulczyk Holding). Pozostali wiceprezesi Orlenu czekali około 3 miesięcy na podpisy pod umowami menedżerskimi. Jeden z nich, zastrzegając anonimowość, twierdzi, że uprzywilejowanie Z. Wróbla w wynagrodzeniu było widoczne od samego początku. - On decydował o wysokości premii, bo takie uprawnienia przyznała mu rada nadzorcza ewidentnie przychylna prezesowi. Często dla siebie przeznaczał 60% kwoty, a pozostałe 40% dzielił między wiceprezesów.
... i aneksy