Zgodnie z analizą międzyrynkową kolejność zdarzeń na szczycie cyklu gospodarczego jest następująca: najpierw zaczynają spadać kursy obligacji, później akcji, na końcu towarów. Prawidłowość ta - jeśli spojrzeć na rynki amerykańskie - działa bez zarzutu. W czerwcu zeszłego roku mieliśmy dołek na wykresie indeksu mierzącego rentowność (jest odwrotnie skorelowana z ceną) 10-letnich obligacji skarbowych. W styczniu przyszła pora na górkę na rynku akcji (indeks S&P 500), wiosną wierzchołek zbudował wskaźnik CRB, oddający ceny towarów. Spadek w mijającym tygodniu na większości najważniejszych światowych giełd do najniższego poziomu w tym roku wskazuje, że wszystko przebiega zgodnie z planem.
Dochodowość spada
Powodem spadku notowań na rynkach akcji jest zmniejszające się tempo wzrostu gospodarczego. Amerykańska gospodarka nie tworzy wystarczającej liczby nowych miejsc pracy, co grozi niższym popytem ze strony konsumentów. Prędzej czy później musi to się odbić na zyskach przedsiębiorstw, które wprawdzie pokazały bardzo wysokie zyski za II kwartał 2004 r., ale jednocześnie ostrzegły, że w najbliższych miesiącach tak dobrze już nie będzie. A wyceny są wysokie - wskaźnik C/Z dla spółek z indeksu S&P 500 oscyluje wokół 22, gdy wieloletnia średnia wynosi 16.
Ale nie tylko amerykańska gospodarka zwalania - w piątek Japonia poinformowała, że wzrost PKB w II kwartale (w ujęciu rocznym) wyniósł 1,7%. Analitycy oczekiwali 4,2%. Trudno mówić o spowolnieniu w Eurolandzie, bo jego gospodarka w tym cyklu gospodarczym nie zdołała na razie się rozpędzić.
To wszystko wyjaśnia zachowanie inwestorów na rynku obligacji. Głównym "przeciwnikiem" papierów dłużnych o stałym oprocentowaniu jest inflacja. Wobec wolniejszego tempa wzrostu gospodarczego popyt ze strony konsumentów nie będzie wywierał presji na wzrost cen. Głównym źródłem niepokoju jest w tej sytuacji coraz wyższa cena ropy naftowej, ale ten czynnik chyba trochę spowszedniał. Dlatego, mimo wciąż rosnących kursów "czarnego złota", rynek obligacji jest przekonany, że inflacja jest pod kontrolą. Skoro akcje są mało atrakcyjne (obawa o zyski korporacji), a ceny szybko rosną, obligacje wydają się ciekawą lokatą. Dlatego rentowność papierów dłużnych spada, co kładzie się cieniem na międzyrynkowym, spadkowym scenariuszu.