Sytuacja techniczna amerykańskich indeksów zmieniła się w ostatnim czasie tak bardzo na niekorzyść byków, że wszelkie próby odrabiania strat należy traktować bardzo ostrożnie. O przełamaniu tendencji spadkowej będzie można mówić dopiero, gdy notowania powrócą powyżej poziomów, których przebicie wiązało się na początku sierpnia z sygnałami sprzedaży. A o to może być w najbliższym czasie bardzo trudno, zwłaszcza w przypadku rynku technologicznego.

Sytuacja S&P 500 daje nieco większe nadzieje bykom. Indeks nie zdążył się poważnie oddalić od 1080-1085 pkt. Właśnie w tym rejonie doszło do wybicia w dół poniżej majowego minimum, a równocześnie do przebicia dolnej linii pięciomiesięcznego lekko spadkowego kanału. Niestety, w przypadku wskaźnika Nasdaq zniżka nabrała zbyt dużego tempa, by udało się łatwo anulować sygnały sprzedaży. Byki na razie mogą tylko pomarzyć o powrocie Nasdaq powyżej majowego minimum (1877 pkt). Sytuacja po prostu nie wygląda dobrze, choć dość silne wyprzedanie rynku technologicznego sprzyja korekcie w górę.

W perspektywie najbliższych tygodni zastanawiać się raczej można, jaki będzie zasięg zniżki. Być może pomocne będą wspomniane formacje kanału widoczne na obu wykresach. Ich szerokość uzasadnia spadek S&P 500 do ok. 1020-1030 pkt, zaś Nasdaq do ok. 1650 pkt. Nie oznacza to oczywiście, że na tych poziomach dojdzie do ostatecznego powstrzymania zniżki.

Trend spadkowy rynku technologicznego potwierdza układ średnich kroczących. "Dwusetka" została od góry przecięta przez średnie ze 100 i 45 dni. To sytuacja typowa dla bessy. Wnioski nie są też optymistyczne, jeśli popatrzymy na Nasdaq z perspektywy wielkiej przeceny z lat 2000-2002. Zwyżka na początku roku dawała nadzieję, że indeks zdołał pokonać pierwsze zniesienie wcześniejszej bessy (23,6%), znajdujące się na wysokości 2050 pkt. Wzrost okazał się jednak nietrwały. W tym kontekście ubiegłoroczna fala wzrostowa była po prostu korektą bessy. Najwyraźniej dobiegła ona końca, co nie wróży dobrze na nadchodzące miesiące.