Wczorajsza sesja, mimo że kończąca cały tygodniowy cykl, nie była w nim najważniejsza. Za momenty przełomowe należy uznać sesję wtorkową i sesję środową. W ciągu tych dwóch dni nastroje na rynku zmieniły się o 180 stopni. Od wielkiego optymizmu we wtorek do głębokiego pesymizmu w środę.
Targani emocjami inwestorzy powoli utracili orientację. Kupić czy sprzedaż. Trwający od ponad tygodnia wzrost skłonił wielu graczy do kupna. Warto zauważyć, że w ubiegłym tygodniu nastroje były raczej marne. Baza osiągała wartość -30 pkt. W tym tygodniu było już nieco lepiej, a właśnie wtorek przyniósł skokową zmianę. Przeświadczenie o spadkach gdzieś się ulotniło. Kursy skoczyły w górę, zbliżając się do poziomu górnego ograniczenia konsolidacji. Odnotowany obrót na sesji był całkiem spory, ale tylko na papierze. Faktycznie gros to efekt umówionych wcześniej transakcji. Nie była więc to tak naprawdę sesja poważnego ataku popytu. Przekonaliśmy się o tym bardzo szybko, bo już w środę, gdy ceny ponownie zaczęły się oddalać od oporu. Także i tym razem obrót nie przekonywał.
Można było liczyć na kolejne podejście popytu. Właśnie piątkowa sesja takim podejściem była albo przynajmniej jego początkiem. Obrót okazał się niewielki, co sugeruje, że i ten wzrost nie doprowadzi do wybicia poza obszar konsolidacji. Można założyć, że na początku przyszłego tygodnia ponownie zbliżymy się do okolic oporu. Nie jest wykluczone, że wyjdziemy nawet nad szczyt w środy. Będzie to prawdopodobnie marne wybicie i podaż ponownie przejmie inicjatywę. Skąd takie podejście? Wynika ono z tego, że styl ostatniego wzrostu nie rokuje dobrze i nie pozwala na przekreślenie średnioterminowych sygnałów słabości.