Przygotowana już skarga miałaby być złożona w Brukseli 15 września. Tak się nie stanie, jeśli premier Marek Belka obieca, że jeszcze w tym miesiącu rząd wniesie do Sejmu projekt uchylający tę ustawę.
Uchwalona w marcu 2000 roku tzw. ustawa kominowa, ogranicza zarobki menedżerów w tych spółkach, w których Skarb Państwa ma ponad 50% akcji. Dotyczy to również firm, w których wymienione wyżej przedsiębiorstwa mają udziały większościowe. Zgodnie z nią, menedżerowie przedsiębiorstw publicznych nie mogą zarabiać więcej, niż sześciokrotność przeciętnych wynagrodzeń w gospodarce państwowej. W efekcie pensje szefów firm z pierwszej dziesiątki największych polskich przedsiębiorstw nie przekraczają 14 tys. zł. Ich koledzy z prywatnych spółek zarabiają nawet kilkanaście razy więcej.
- Ustawa kominowa jest wielkim bublem prawnym uchwalonym dla populistycznych celów - uważa Andrzej Malinowski. Jego zdaniem, to właśnie ta ustawa spowodowała, że wysokiej klasy menedżerowie odeszli z przedsiębiorstw publicznych i dziś pracują w firmach prywatnych, głównie zagranicznych. Niektórzy szukali sposobów na obejście ustawy. Tworzono więc spółki córki, którymi kierowały te same osoby albo członkowie zarządów zasiadali w radach nadzorczych.
Według szefa KPP, zaskarżenie tzw. ustawy kominowej do KE to ostatnia szansa na jej zniesienie. Przypomnijmy, że już w 2001 roku przepisy te badał Trybunał Konstytucyjny, jednak nie dopatrzył się w nich żadnych niezgodności z ustawą zasadniczą.
Konfederacja uważa, że dotychczasowe przepisy powinny być zastąpione przez nowe. Wysokość płac menedżerów firm publicznych powinna, w opinii KPP, zależeć od wyników tych przedsiębiorstw.