Reklama

Lepiej mieszać niż wstrząsać

Byłoby dobrze, gdyby o umiejętnym mieszaniu i zabezpieczaniu ryzyka pamiętali zarówno profesjonalni zarządzający, jak i inwestorzy, którzy powierzają im pieniądze

Publikacja: 16.09.2004 08:41

Powiem tak: łatwo nie jest. Ostatnio nie tak łatwo mianowicie wskazać jeden typ funduszu, który można by ze spokojnym sercem polecić osobom, które szukają czegoś innego niż nisko oprocentowane lokaty bankowe, ale nie są gotowe na raczej niezdrowe emocje związane ze zbyt ostrym bujaniem (o pardon: wahaniem) jednostek uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych. Nie jest łatwo, bo wyceny bujają się nieźle w kierunku odwrotnym od oczekiwanego, i to wcale nie w funduszach superagresywnych. A owo kołysanie prowadzi nawet do tego, że realne straty na przestrzeni ostatniego roku (wrzesień 2003 - wrzesień 2004) przyniosła większość funduszy obligacji. Ja wiem, że to wszystko zgodne z zastrzeżeniami, z tym co działo się na rynku, ale nie zmienia to faktu, że tabele stóp zwrotu - zmian wartości jednostek, wyglądają kiepsko. Choć i tak lepiej niż niektóre fundusze obligacji zagranicznych, które świecą oczami i prawie dychą w pozycji "roczna stopa zwrotu". Dychą procentową. W plecy inwestora, który przed rokiem kupował jednostki profesjonalnie przecież zarządzanych funduszy inwestycyjnych, by zarabiać i mieć święty spokój.

Procenty generalnie szkodzą. Procenty potrafią nieźle zaszkodzić też wizerunkowi funduszy. A przekonanie, że pieniądze tak czy siak będą płynąć, bo płynąć muszą, może być złudne. Po pierwsze, pieniądze będą płynąć, ale niekoniecznie do wszystkich funduszy. Po drugie, wcale nie muszą hurtem płynąć do funduszy, gdyż kontratak przypuszczają niektóre banki, kusząc nowymi ciekawymi rachunkami oszczędnościowymi, z comiesięczną kapitalizacją i dość sympatycznym jak na warunki oprocentowaniem. A dla wielu ludzi liczy się to, czy mogą liczyć na zarobek, a nie to, w jaki sposób wynajęty spec (czytaj - zarządzający funduszem) to zapewni (w ramach dostępnych możliwości). I można w kółko opowiadać i pisać o różnicach charakteru lokat i funduszy, a i tak dla wielu pozostanie to mało czytelne. To, co pozostanie na pewno, to przyzwyczajenie do kontrolnego rzutu oka na procenty, w tym na stopy zwrotu funduszy podawane choćby w gazetach. No, a rzut oka na stopy zwrotu funduszy obligacji może przyprawić część klientów o lekki skok ciśnienia.

Klienta guzik obchodzą obiektywne kłopoty z przewidywaniem nie tylko tempa, ale i kierunku zmian rynkowych stóp procentowych, co rzutuje na czasem drastyczne zmiany wycen papierów dłużnych i wartości jednostek uczestnictwa funduszy w takie papiery "zapakowanych". Niewiele też musi go obchodzić nieuświadamiane ryzyko walutowe związane z inwestowaniem w fundusze zagraniczne. Do czasu, gdy w tabeli owej zobaczy np. prawie "-10%" przy swoim funduszu, w który inwestował pewnie z przeświadczeniem, że kupuje sobie święty spokój (choć podpisał deklarację, że wie, że to zabawa wcale nie taka spokojna).

No i co tu zrobić. Mieszać. Z głową, bo nadmiar i tutaj szkodzi. Byłoby dobrze, gdyby o umiejętnym mieszaniu i zabezpieczaniu ryzyka pamiętali zarówno profesjonalni zarządzający, jak i inwestorzy, którzy powierzają im swoje pieniądze. Problem z mieszaniem jest jednak taki, że od nadmiaru mieszania następnego dnia boli głowa. Podobnie jest z finansami osobistymi. Dywersyfikacja portfela, czyli zróżnicowanie jego składu, tak by rozłożyć i ograniczyć ryzyko całości swoich inwestycji, oznacza bowiem zwykle wzrost kosztów. A to dlatego, że zamiast jednego typu funduszu inwestycyjnego pakujemy się w kilka. Co wiąże się nie tylko kilkoma jednostkowymi opłatami, ale z koniecznością podziału inwestowanej puli i rozłożeniem, czyli także obniżeniem wysokości wpłat na poszczególne fundusze. Przy korzystaniu z metod tradycyjnych może to skutkować szkodliwym wzrostem wysokości prowizji. Dlatego, mimo konieczności dostosowania się do pewnych wymogów stawianych przez towarzystwa funduszy inwestycyjnych, warto zainteresować się planami długoterminowego czy systematycznego inwestowania. Warto zainteresować też klientów mieszaniem funduszy w ramach jednej, właśnie z założenia "spokojniejszej" strategii. Po to, by potem nie świecić oczami, gdy nominalna roczna stopa zwrotu niewiele przekracza zero i świadczy o realnej kilkuprocentowej stracie. Co, niezależnie od okoliczności, nijak się ma do sloganów o oferowanym świętym spokoju. Wychodzi więc na to, że lepiej mieszać. Po to by potem nie wstrząsać.

Autor jest analitykiem rynku

Reklama
Reklama

kapitałowego. Tekst stanowi wyraz wyłącznie jego osobistej wiedzy i poglądów i nie może być inaczej interpretowany.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama