Mamy dziwną tradycję. Wzięła się ona z położenia geograficznego, ale szybko przeniosła się na inne sfery. Polega na toczeniu bojów na dwóch frontach. Obecnie nasz drogi rząd taki bój toczy w dziedzinie podatkowej.
Jakiś czas temu znowu zagrzmiało w tej sprawie. Grzmiało po francusku, że te państwa, które mają za niskie podatki, nie dostaną ani centa z unijnych subwencji. Wcześniej w tym samym tonie grzmiało po niemiecku. W ostatni czwartek francuski minister Sarkozy znów wezwał nowych członków UE do podwyżek podatków, bo jego rodacy tracą pracę. Generalnie, gdy w tej samej sprawie warczy dwugłowy (czy raczej dwucylindrowy), francusko-niemiecki motor Unii Europejskiej, to nie jest dobrze.
Na dodatek warczenie dotyczy podatków. Czyli tego samego tematu, który u nas wywołuje już od kilku lat porządną burzę z piorunami. Wyładowania te już niejednego wiceministra dosięgły. Tylko że u nas chodzi o to, że podatki są za wysokie. Krzyczą o tym, na przykład, przedsiębiorcy. Ci akurat ostatnio trochę obniżek dostali, ale - jak wiadomo - apetyt rośnie w miarę jedzenia. Tokują na ten temat także politycy, choć każdy na swoją melodię. Lewica śpiewa, że podatki mają za wysokie najmniej zarabiający, a najzamożniejsi - o wiele za niskie. A prawica generalnie twierdzi, że owszem, podatki są za wysokie, ale budżet musi się zgadzać. No, jest jeszcze Samoobrona, ale nie wiadomo, o co chodzi w jej propozycji. A w polityce, jak nie wiadomo o co chodzi, to idzie o władzę.
Generalnie więc - u nas uważa się, że podatki są za wysokie. Za granicą, że są u nas za niskie. A pomiędzy jest rząd. Może więc - drogi rządzie - warto byłoby się na coś zdecydować?
Jedną z możliwości jest podwyższenie podatków od firm. Generalnie nie zrobi nam to dobrze, bo nawet przy niskich podatkach duże firmy unikają inwestowania w Polsce. Nawet francuskie i niemieckie. Kiedy podwyższymy podatki, to pewnie zaczną od nas uciekać. Swoją drogą, ciekaw jestem, czy Francuzi czy Niemcy serio myślą, że uciekinierzy z Polski zainstalują się u nich, czy też przemawia przez nich zawiść? Tak czy owak - podniesienie podatków spowodowałoby, że pojawiłaby się szansa, że Niemcy czy Francuzi by nas polubili. Co prawda, historia nie zna przypadków, kiedy nasz kraj wyszedł dobrze na sympatii tych krajów, ale w końcu musi być ten pierwszy raz.