Reklama

Rekord nie-rekord

24 315,5 pkt, które WIG zanotował na zakończenie sesji 17 września, to najwyższa wartość w ponad 14-letniej historii indeksu. Zaraz po ustanowieniu rekordu krótkoterminowy trend wzrostowy załamał się. O tym, jak silny jest popyt na polskie akcje, mamy szansę przekonać się teraz, kiedy po krótkiej korekcie WIG zbliża się do zanotowanej przed dwoma tygodniami wartości.

Publikacja: 01.10.2004 08:22

Średnie też dobre

Statystyka pokazuje, że średnie spółki wciąż nie są w modzie. Najwięcej we wrześniu zyskał WIRR (prawie 10%), w którego skład wchodzą najmniejsze firmy. Indeks regularnie ustanawia historyczne maksima. Wczoraj również zanotował rekord - 4910,8 pkt. Najmocniej rosną notowania spółek z przemysłu lekkiego. Ponad 50% podskoczyły kursy Wólczanki i Novity. Cena akcji tej pierwszej spółki, po raz pierwszy od 10 lat, przekroczyła 35 zł. Łącznie 11 spółek z 55 (20%) wchodzących w skład indeksu miało we wrześniu najwyższe kursy od 52 tygodni. Najwięcej w tym gronie jest przedsiębiorstw elektromaszynowych (Remak, Milmet, Ponar Wadowice, ZPUE, Fasing i ZEG) i reprezentujących przemysł lekki (poza Wólczanką i Novitą, także Lubawa).

WIG20 zwiększył wartość o 4,8%. Ton zwyżce nadawały KGHM i PKN oraz odradzające się banki. Zanotowane na zamknięcie sesji 17 września 1819,7 pkt to najwyższa wartość od 21 kwietnia. Do tegorocznego maksimum (1869,7 pkt) zabrakło równo 50 punktów. Najwyższe kursy od 52 tygodni zanotowały akcje PKN, BACA i GTC (15% wszystkich firm).

Teoretycznie średnie spółki spisały się najgorzej - MIDWIG zyskał tylko 2%. Ale aż 10 firm, z 40 wchodzących w skład indeksu, miało we wrześniu najwyższe kursy od 52 tygodni. Najwięcej w tym gronie jest firm handlowych, reprezentujących bardzo różne segmenty branży (Stalprofil, InterCars, Farmacol, PGF, Eldorado). Niewielki wzrost indeksu to efekt znacznego udziału w nim banków, które nie zmieściły się do WIG20. Kursy Millennium, ING BSK i Handlowego nie wzięły udziału w bankowej minihossie. Przeświadczenie o słabszej postawie średnich spółek mogły także wywołać odbiegające in minus od rynku zachowanie sztandarowych firm z tego segmentu (znajdujących się właściwie na pograniczu średnich i dużych spółek) - Groclinu, Dębicy i Kęt.

Co dalej?

Reklama
Reklama

W ostatnich latach zdążyliśmy przyzwyczaić się do odmiennego zachowania rynku. Po letniej hossie wrzesień tradycyjnie był spadkowy. Tak było nawet w zeszłym roku - notowania przez większą część czasu rosły, ale wrzesień był najgorszy dla posiadaczy akcji. Październik, miesiąc cieszący się złą sławą (ze względu na załamania rynków akcji w 1929 i 1987 roku), na warszawskiej giełdzie z reguły jest udany. Zasadę tę lepiej sformułować szerzej - bardzo dobry dla posiadaczy akcji jest ostatni kwartał. WIG, indeks szerokiego rynku, po raz ostatni stracił na wartości w czwartym kwartale w 1997 roku.

Nie jestem jednak pewien, czy ta zasada ma akurat teraz zastosowanie. Nigdy jeszcze nie zdarzyło się bowiem, żeby końcówkę roku WIG rozpoczynał po sześciu kolejnych kwartałach wzrostu. A tak właśnie jest teraz. Załóżmy, że warszawska giełda odbija kondycję całej gospodarki. Wzrost rynku siódmy kwartał z rzędu oznaczałby, że ta znajduje się w rozkwicie. Nie wiem, czy taki wniosek jest uzasadniony w kraju o najwyższej stopie bezrobocia w Unii Europejskiej i ledwo rosnących inwestycjach. Jeśli notowania dalej mają iść w górę, skłaniałbym się ku tezie, że jest to fałszywe założenie.

Już w tym miesiącu czeka nas największa w tym roku oferta pierwotna w Europie Środkowowschodniej. Z rynku pierwotnego nawet 6 mld zł zamierza pozyskać bank PKO BP. Kilkaset milionów złotych chciałby zgarnąć węgierski koncern paliwowy MOL. Znaczne pakiety akcji ING BSK i Banku Handlowego będą chcieli sprzedawać inwestorzy strategiczni. Warto jeszcze wspomnieć o kilku mniej pewnych ofertach i natłoku debiutantów czekających na dopuszczenie do publicznego obrotu. Czy rynek pierwotny nie zaszkodzi wtórnemu?

Brak zdecydowania

Jedyną liczącą się spółką z WIG20, co do której nie ma wątpliwości, że znajduje się w średnio- i długoterminowym trendzie wzrostowym, jest PKN Orlen. Notowania papierów doszły do 34,8 zł i jest to najwyższy kurs w historii. Wprawdzie indeks największych firm ciągnęły w górę także banki i KGHM, ale to było tylko odrabianie strat po wcześniejszych spadkach. Podobno za zwyżkami stoi kapitał zagraniczny. Ale jego zachowanie jest dość niezdecydowane. Symptomatyczny jest przebieg notowań Agory. Wzrost notowań przebiegał bez problemu, dopóki nie przyszło zmierzyć się z pierwszym ważnym poziomem oporu. Kiedy cena akcji osiągnęła 55 zł, popytu nagle zabrakło. Kupujący nie dali rady przepchnąć notowań Telekomunikacji powyżej 15,5 zł. Podobnie interpretować można nieudany atak Budimeksu na 50 zł, choć przy tak niskiej płynność lepiej być ostrożnym z wyciąganiem wniosków. Jeśli podobnie jak Agora, TP i Budimex w najbliższym czasie zachowają się Bank BPH i KGHM (notowania obydwu spółek zbliżyły się do historycznych maksimów), teza o napływie kapitału zagranicznego na polski rynek akcji stanie pod znakiem zapytania (wykresy spółek strona 13).

Już teraz podważa ją zachowanie innych wschodzących rynków. Bez takiego ociągania jak w Warszawie inwestorzy kupują akcje w Budapeszcie i Pradze. Węgierski BUX bez ustanku bije historyczne rekordy, PX50 właśnie przekroczył tegoroczne maksimum. Wzięciem cieszą się papiery na giełdach w Meksyku i Argentynie. Choć nie ulega wątpliwości, że WIG20 znajduje się przynajmniej w krótkoterminowym trendzie wzrostowym, to na tle konkurencji wypada dość blado. Być może nasz czas dopiero nadejdzie.

Reklama
Reklama

Zagraniczny zwrot

Na części rozwiniętych rynków załamały się krótkoterminowe trendy wzrostowe. S&P 500 od początku roku ma dość jednostajny rytm - najpierw rośnie o 60-70 punktów w kilka tygodni, później w podobnym czasie o 70-80 punktów spada. Wzrostową część w kolejnym cyklu indeks ma już za sobą - teraz pora na spadek albo przełamanie schematu. Gdyby w końcu udało się przebić spadkową linię trendu, która ogranicza zwyżkę w tym roku, echo rozeszłoby się po całym świecie. Do Warszawy dotarłoby ze szczególną siłą, bo nasz rynek dość dobrze poddaje się ostatnio światowym trendom. Na razie jednak bardziej prawdopodobny jest scenariusz spadkowy.

Szukając powodów słabszej postawy rynków akcji, trudno być oryginalnym - wszyscy wskazują, że dzieje się tak za sprawą drożejącej ropy. Cena gatunku Brent po raz pierwszy w historii przekroczyła na giełdzie w Londynie 45 USD za baryłkę. Na marginesie - to jedna z przyczyn, dla której powodzenie mają rynki wschodzące (np. wspomniany już Meksyk). Jednak poza firmami petrochemicznymi mało kto się cieszy - kiedy rosną ceny nośników energii, wzrost gospodarczy jest wolniejszy. W ostatniej analizie Międzynarodowy Fundusz Walutowy oszacował, że zwyżka notowań ropy o każde 5 USD obniża ogólnoświatowy wzrost gospodarczy o 0,3 pkt proc.

To, że notowania ropy pokonują kolejne psychologiczne bariery, nie jest jeszcze bardzo groźne. Gorzej będzie, jeśli ceny surowca utrzymają się na tak wysokim poziomie przez dłuższy czas. Analitycy dopuszczają taką możliwość - jeszcze niedawno mieli wątpliwości, czy cena ropy przekroczy 50 USD za baryłkę, teraz przebąkuje się o pokonaniu granicy 60 USD.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama