Zakończenie zeszłego tygodnia na światowych rynkach wypadło bardzo efektownie. I co ważniejsze, przez weekend optymizm z inwestorów nie wyparował. Do ostatniej sesji zeszłego tygodnia warto jeszcze raz wrócić. Indeks S&P Global 1200 zyskał 1,4% i jest to największy wzrost od 7 czerwca. Na zamknięcie sesji wartość wskaźnika (1172,2 pkt) była najwyższa od pięciu miesięcy. Do 52-tygodniowego rekordu z 17 lutego brakuje jeszcze 18 punktów. Wiele wskazuje na to, że część dystansu udało się pokonać już w trakcie sesji poniedziałkowej - kursy w Japonii i Europie poszły w górę, od zwyżek rozpoczęły notowania także indeksy amerykańskie. Co ciekawe - podobny znaczący wzrost światowego indeksu na początku czerwca zbiegł się z końcem kilkutygodniowej zwyżki.

Wprawdzie znane powiedzenie brzmi, że "historia lubi się powtarzać", ale na razie nie ma sygnałów na poparcie tej tezy. Inwestorzy kupują właściwie wszystko co nawinie im się pod rękę. Najwyższe wartości w tym trendzie wzrostowym osiągnęły dwie z trzech średnich Dow Jones - średnia transportowa i użyteczności publicznej. Do potwierdzenia hossy, zgodnie z zasadami określonymi przez Charlesa Dowa, brakuje jeszcze rekordu na średniej przemysłowej Dow Jones. W poprzednim tygodniu indeks zepchnęło w dół tąpniecie kursu akcji farmaceutycznego Mercka. W dalszym ciągu znajduje się on nie tylko prawie 5% poniżej szczytu sprzed siedmiu miesięcy, ale także poniżej głównej linii trendu spadkowego. Szansa na przebicie tego pierwszego oporu, znajdującego się na 10,3 tys. pkt, pojawiła się już w poniedziałek.

Bardzo ciekawie przebiegała sesja w Londynie, gdzie FT-SE 100 przekroczył już 4700 pkt, ale w drugiej części notowań oddał część wzrostu. Na wykresie mamy kilkunastopunktową lukę hossy i wyraźnie zaznaczony górny cień niewielkiej świecy. Gdyby przewaga podaży utrzymała się także na dzisiejszej sesji i doszło do zamknięcia dopiero co otwartej luki, posiadacze akcje byliby w kłopocie. Zapowiada się kolejny ciekawy dzień.