Wyścig o założenie lokat prywatyzacyjnych rusza w poniedziałek. Zastanówmy się, jak ta cała operacja może wyglądać od strony drobnego inwestora. Kolejki przed oddziałami PKO BP? Zapewne. Społeczne listy kolejkowe? Być może. Możliwe, że najmłodsi, niepamiętający czasów PRL-u, będą także mogli zobaczyć tzw. staczy kolejkowych, którzy tak teraz, jak i poprzednio za wynagrodzeniem będą pilnować miejsca w kolejce swoim chlebodawcom. Miejmy nadzieję, że nie przyjdzie do głowy niektórym przyjazd z "ochroną" i ustanawianie własnego "porządku". Warto, by policja dopilnowała w noc poprzedzającą i w dzień rozpoczęcia sprzedaży lokat tego, co dzieje się przed placówkami PKO, i studziła rozpalone głowy zbyt krewkich kolejkowiczów.
Przejdźmy do odpowiedzi na kluczowe pytanie nurtujące wszystkich drobnych inwestorów. Jakie ja mam szanse "dostać" lokatę? Przy założeniu, że każda osoba będzie chciała kupić lokatę za maksymalną kwotę, oznacza to, że lokat wystarczy dla 36 tys. osób. Jak łatwo policzyć, wypada, że średnio w jednym oddziale lokatę założy 37-38 osób. Sprawę komplikuje jednak fakt, że każda osoba będzie mogła mieć jedno pełnomocnictwo, co sprawia, że ten krąg "szczęśliwców" może być jeszcze o połowę mniejszy.
Teoretycznie wszystko będzie się odbywać w systemie on-line, warunki w całym kraju będą zaś równe dla wszystkich. Nie sposób jednak przewidzieć, ile osób w oddziale, gdzie ustawimy się w kolejce, będzie dysponować pełnomocnictwami, na ile sprawnie będzie zorganizowana obsługa w poszczególnych oddziałach, a także, jaki sposób wpłat (gotówka, czek, przelew z rachunku ROR prowadzonego w PKO BP) na lokaty będą preferować kolejkowicze, co również może mieć znaczenie i wpływ na to, ile w danym oddziale zostanie otwartych lokat.