Reklama

Uczę się Orlenu

Z Igorem Chalupcem, prezesem PKN Orlen rozmawia Ewa Bałdyga

Publikacja: 13.10.2004 07:41

Od 13 dni jest Pan prezesem Orlenu. Nie zna się Pan na biznesie paliwowym. Jak więc chce Pan zarządzać spółką?

Biznes jest dla mnie rzeczywiście nowy - ale niezupełnie. Gdy byłem wiceprezesem Pekao Orlen był klientem tego banku. Finansowaliśmy zarówno sam koncern, jak i jego spółki zależne. Pewną wiedzę na temat Orlenu więc posiadam. Ale oczywiście nie jestem inżynierem, na sprawach rafinerii i chemii się nie znam. Jednak 13 dni, które spędziłem na fotelu prezesa Orlenu, utwierdziły mnie w przekonaniu, że problemy tej spółki nie leżą w zakładzie produkcyjnym.

A gdzie leżą problemy Orlenu?

W ogólnym zarządzaniu, organizacji, kulturze organizacyjnej, finansach.

Żeby podejmować strategiczne decyzje inwestycyjne w Orlenie trzeba jednak wiedzieć, co płynie konkretnym rurociągiem, jakie instalacje pracują w zakładzie, jakich brakuje, gdzie można znaleźć synergię z łączenia aktywów itp.

Reklama
Reklama

Firmą kieruje zarząd i szeroko rozumiane kierownictwo. W tym gronie można znaleźć ekspertów od produkcji. Na świecie jest wiele przykładów firm, gdzie prezes jest finansistą.

W obecnym składzie zarządu jest m.in. ekspert od produkcji ceniony w środowisku. Czy będzie Pan pracował z dotychczasowym składem zarządu, czy też na zaplanowanym na 18 października posiedzeniu rady nadzorczej, zaproponuje Pan zmiany w zarządzie?

Na razie nie mogę powiedzieć.

W punkcie obrad rady w najbliższy poniedziałek jest punkt dotyczący zmian w zarządzie. Jacek Bartkiewcz, przewodniczący RN, mówił niedawno, że wszelkie decyzje personalne mają być podejmowane na Pański wniosek. Kogo więc będzie chciał usunąć z zarządu?

Na najbliższym posiedzeniu rady będę chciał przede wszystkim opowiedzieć, jak sobie wyobrażam strukturę zarządu i kompetencje poszczególnych jego członków.

Podział kompetencji był po raz ostatni przeprowadzony w maju tego roku. Czy Pańskim zdaniem zostało to źle zrobione?

Reklama
Reklama

Nie chcę tego oceniać.

Czy będzie Pan chciał zwiększyć liczbę członków zarządu?

O moich propozycjach pierwsza się dowie rada nadzorcza.

Podpisał Pan już kontrakt menedżerski?

Na razie przyjąłem warunki, które wcześniej negocjowałem z radą nadzorczą. Ostateczne ustalenia zapadną 18 października, jest to też jeden z punktów obrad.

Fotel prezesa Orlenu jest gorący - prezesi często się zmieniają. Jak Pan myśli, jak długo będzie Pan zarządzać spółką?

Reklama
Reklama

Chciałbym oczywiście jak najdłużej być przydatny akcjonariuszom. Kontrakt menedżerski, który podpiszę, będzie obowiązywał do połowy 2008 roku. Myślę, że jest to rozsądny okres, żeby przedstawić i zrealizować strategię.

W piątek ma się odbyć głosowanie nad wotum zaufania dla premiera Marka Belki. Nawet jeżeli je dostanie, to w przyszłym roku odbędą się wybory parlamentarne. Czy w takiej sytuacji mówienie o 2008 roku jest rozsądne?

Pani mówi o takiej sytuacji, że zapominamy o interesie firmy, jej strategii itp., a zostaje czysta polityka. Z punktu widzenia władztwa politycznego, prezes koncernu może być w każdej chwili odwołany. Mam nadzieję, że sam prezes, a nie cały zarząd. Przychodząc do Orlenu, brałem takie ryzyko pod uwagę.

W koncernie na razie mamy duży udział Skarbu Państwa w akcjonariacie. Często więc decyzje personalne są podejmowane ze względów politycznych i to stwarza ryzyko. Mam jednak nadzieję, że w spółce będzie się zwiększał udział akcjonariatu prywatnego i zmaleją wpływy polityczne.

Orlen znajduje się ostatnio na pierwszych stronach gazet z powodu afer i nieprawidłowości. Dla spółki pracowały agencje public relations od tzw. brudnej roboty, czyli oczerniania niewygodnych osób. Być może również w ramach tych działań "rozpuszczono" po tzw. mieście informację, jakoby został Pan zwolniony z Pekao z powodu nietrafionej inwestycji w obligacje rządu rosyjskiego, na której bank miał stracić wiele milionów złotych.

Reklama
Reklama

Tak, ta plotka dotarła również do mnie. Jest to totalna bzdura, gdyż obligacje kupował zupełnCzyli informacja o obligacjach to czarny PR?

Myślę, że tak. Orlen, dopóki ja jestem jego prezesem, nie będzie prowadził czarnego PR. Nie współpracujemy obecnie z żadną firmą zajmującą się rozpuszczaniem plotek. Chciałbym powoli zmieniać wizerunek spółki, ale robiąc to poprzez stopniowe zwiększanie przejrzystości. Każda ważna decyzja będzie tłumaczona, oczywiście w takim zakresie, żeby nie ujawniać rzeczy objętych tajemnicą handlową.

Czy natknął się Pan na przysłowiowe trupy w szafie koncernu?

Na razie, na szczęście nie. Przyznaję jednak, że jestem zaskoczony pewnymi sprawami. Nie wszystko jeszcze zdołałem przejrzeć przez kilkanaście dni pracy.

Powiedział Pan wcześniej, że chciałby, aby w akcjonariacie spółki było coraz więcej prywatnego kapitału. Krzysztof Żyndul, prezes Nafty Polskiej (NP) mówi, że kolejny etap prywatyzacji Orlenu zależy wyłącznie od... Orlenu. Koncern ma zająć stanowisko w sprawie Naftoportu (Orlen ma 48% udziałów), nad którym Skarb Państwa chce odzyskać kontrolę i wziąć udział w prywatyzacji państwowych Naftobaz. Czy ma Pan już pomysł na rozwiązanie problemu tych dwóch spółek?

Reklama
Reklama

Rozumiem, że Skarb Państwa chce odzyskać kontrolę nad Naftoportem oraz to, że chce ustalić przyszłość Naftobaz. Będziemy próbowali podjąć takie decyzje, żeby Orlen na tym nie ucierpiał.

Rozmowy w sprawie tych dwóch spółek trwają już od wielu miesięcy. Ciągle nie ma żadnych konkretnych ustaleń.

Przyspieszymy prace nad tymi projektami.

Orlen, a dokładniej Anwil z grupy kapitałowej, jest zainteresowany przejęciem Zakładów Azotowych w Tarnowie i ZA w Kędzierzynie. Czy pomoc w tym zakresie ma stanowić dodatkową zachętę dla Nafty Polskiej, żeby przyspieszyła prace nad dokończeniem prywatyzacji Orlenu?

Ja nie rozumiem słowa pomagać w takim kontekście. Nasz udział w prywatyzacji sektora chemii ciężkiej nigdy nie był warunkiem do sprzedaży kolejnych, państwowych akcji Orlenu. Złożymy ofertę na przejęcie dwóch firm chemicznych, jeżeli okaże się to ekonomicznie uzasadnione. Na razie poprosiłem o analizy tych projektów.

Reklama
Reklama

Pańscy poprzednicy wiele mówili o planach przejęcia Grupy Lotos (GL). Czy Pan również jest zdania, że Orlen ma przejąć gdańską spółkę?

Prezesi Orlenu opowiadali różne rzeczy. Wydaje mi się, że patrzyli na to trochę z imperialnego punktu widzenia. Ja tak nie patrzę. Uważam, że prężenie muskułów nie jest dobrą drogą do nawiązania współpracy. W tej chwili plan prywatyzacji Lotosu nie przewiduje naszego udziału. Jeżeli by przewidywał, to oczywiście bylibyśmy zainteresowani powiązaniami kapitałowymi z Lotosem, pod warunkiem, że do tego byłaby przekonana również GL. Obecnie nie ma rozmów o Lotosie, są inne zadania.

Jakie?

Np. rozwój naszej sieci stacji w Niemczech, przejęcie i przeprowadzenie bardzo skomplikowanej restrukturyzacji Unipetrolu, sprawy wewnętrzne firmy.

Jak ocenia Pan pomysł przejęcia czeskiego koncernu?

W sensie wizjonerskim, strategicznym to był dobry pomysł. Jeżeli chodzi o stan finansowy Unipetrolu i synergię z Orlenem, to będę musiał się dokładnie przyjrzeć analizom. W ciągu najbliższego miesiąca mam dostać dokładny raport na temat sposobu przejęcia i integracji Unipetrolu z Orlenem. Co ważniejsze, transakcja ta będzie miała wpływ na naszą reputację. Po jej przeprowadzeniu rynek stwierdzi, czy jesteśmy w stanie rozszerzać swoją działalność za granicę, czy funkcjonować tylko w skali Polski. Będzie to również test dla menedżerów Orlenu.

Czy są nowe projekty, które chciałby Pan zrealizować?

Dostałem mnóstwo projektów. Mam wrażenie, że przez ostatnie dwa-trzy lata w firmie nic innego nie robiono, tylko pisano określone scenariusze. Problem w tym, że wiele z nich nie zostało zatwierdzonych i zrealizowanych. Są różne opracowania i materiały. Trzeba je przejrzeć i podjąć konkretne decyzje.

Jeszcze niedawno zarząd Orlenu dążył do połączenia z węgierskim MOL. Czy Pan również opowiada się za zacieśnieniem współpraW listopadzie spotkam się z Zsoltem Hernadi, prezesem MOL. Wtedy okaże się, czy tamta strona jest jeszcze zainteresowana współpracą.

MOL niedługo będzie notowany w Warszawie. Analitycy CA IB uważają, że może to negatywnie wpłynąć na kurs akcji Orlenu. Czy wprowadzenie akcji węgierskiej firmy na nasz parkiet może zagrozić planom współpracy z płockim koncernem.

Nie sądzę. Jedyną sytuacją, której się obawiam, jest krótkoterminowy spadek kursu akcji Orlenu po wejściu MOL na GPW. Cieszę się, że MOL wchodzi na naszą giełdę. To ten kierunek rozwoju rynku, który projektowaliśmy w Agendzie Warsaw City 2010 w czasie mojej pracy w Ministerstwie Finansów.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama