Przed wczorajszą sesją można było oczekiwać kontynuacji lekkiej poprawy, jaka miała miejsce w piątek. Pozytywna sesja w USA miała temu pomóc. Faktycznie, zaczęliśmy notowania na plusie, ale to był największy wysiłek, na jaki zdobył się wczoraj popyt.
Tak wysoko jak na otwarciu ceny później już nie przebywały. Przez większość czasu wahania nie były gwałtowne, a co ważniejsze, odbywały się przy niskiej aktywności. W okolicach południa mieliśmy próbę podniesienia cen na rynku terminowym. Problem polegał na tym, że na rynku kasowym takich prób nie było widać. Tu potrzebny był już poważniejszy kapitał, a tego zabrakło. Bierność rynku akcji szybko zgasiła inicjatywę z rynku kontraktów. To był znamienny moment sesji. Przekonaliśmy się, że na wzrost jest jednak za wcześnie. Przebieg końcówki notowań był tego potwierdzeniem. Zaliczenie minimum sesji tuż przed jej zamknięciem nie pozostawia wątpliwości.
Warto wspomnieć o jednym czynniku, który zapewne będzie odbierany pozytywnie. Wczorajsza sesja spadkowa charakteryzowała się małym obrotem, co byłoby argumentem za zbliżającym się końcem spadków. Tak, patrząc w perspektywie dziennej, rzeczywiście obrót nie potwierdza ruchu. Warto jednak zauważyć, że w skali intraday końcowemu spadkowi towarzyszył drastyczny wzrost aktywności. To pozwala sądzić, że podaż cały czas ma sporą grupę zwolenników, a bierność popytu jej sprzyja.
Taki wniosek nasuwa kolejny. Przebieg wczorajszej sesji sugeruje, że test poziomu wsparcia w okolicach 1740 pkt będzie prawdopodobnie miał miejsce wcześniej. Brak korekcyjnej zwyżki utrudnia analizę, ale tylko częściowo. Pozostaje nam ocenić, w jakim stylu będzie bronione wsparcie. To może okazać się wartościową wskazówką do oceny układu sił na rynku.