Pracownicy Dębicy są zbulwersowani zachowaniem firmy. Twierdzą, że mistrzowie produkcji (kierownicy) dostali już polecenie przygotowania listy nazwisk przewidzianych do zwolnienia choć oficjalnie decyzja jeszcze nie zapadła. - Redukcje będą dotyczyć ludzi, którzy chcieli odejść z firmy w lipcu, mając 100% szans na emeryturę pomostową i odprawę w wysokości 1200 zł brutto za każdy przepracowany rok w firmie. Spółka nie zdecydowała się jednak wtedy na zmniejszenie zatrudnienia. Nie chciała ponosić wydatków na odprawy - twierdzi nasz rozmówca zastrzegając sobie anonimowość.
1 sierpnia tego roku zmieniło się prawo. Osoba, której zostało 5 lat do emerytury już nie może starać się o zasiłek przedemerytalny.
- Firma musi reagować elastycznie. To nie nasza wina, że zmieniają się regulacje prawne - tłumaczy Marta Konopacka, dyrektor ds. public relations Dębicy. - Mamy obecnie bardzo dobrą pozycję na rynku. Chcąc ją utrzymać musimy obniżać koszty produkcji i zwiększać efektywność pracy, a przez to konkurencyjność. Zarząd firmy zapewnia, że ewentualne redukcje będą przebiegały jak najmniej boleśnie i nie będą dotyczyć stanowisk związanych bezpośrednio z produkcją. - Zwalniane osoby zostaną objęte korzystnym systemem odpraw, zagwarantowanym w układzie zbiorowym pracy - twierdzi Konopacka.
Zwolnienia planowane są na II kwartał przyszłego roku. Przedstawiciele dwóch związków zawodowych działających w spółce (NSZZ Solidarność i Chemików) mówią, że pracę straci 170 osób. Związki nie godzą się na takie redukcje. - Odejdą tylko ci, którzy tego chcą - zastrzegają. - Wynegocjowaliśmy niedawno 90 zł podwyżki miesięcznie do każdej płacy. Wygląda na to, że zarząd chce z nawiązką sobie to zrekompensować.
Związkowcy zgodzili się także na 150 godzin nadliczbowych dla części pracowników m.in. elektryków. Jak tłumaczą mieli na uwadze dobro firmy, rosnące zamówienia, terminowość dostaw. Jednak mają sygnały, że nadgodziny mają też pracownicy związani bezpośrednio z produkcją, na co załoga się nie zgadzała.