W dniu giełdowego debiutu banku PKO BP trudno rozpocząć komentarz od innego tematu. Blisko 60-milionowy wolumen obrotu oznacza, że zmieniła właściciela co szósta akcja sprzedana w ofercie. Takie potężne przetasowania w akcjonariacie potrwają zapewne jeszcze przez kilka dni. Wciąż jeszcze można dyskutować o konsekwencjach drastycznych zmian w podziale sprzedawanej puli akcji na transze. W większym niż oczekiwano stopniu zaspokoiła ona apetyty drobnych inwestorów, którzy w środę stanowili znaczącą część strony sprzedającej. Krajowe instytucje, choć raczej zadowolone z przydzielonych pakietów, były przypuszczalnie siłą popytową. Ale nie główną - dominowali najpewniej bardzo niedoważeni inwestorzy portfelowi z zagranicy, którzy wykazali chyba największe do tej pory zainteresowanie naszym rynkiem - w końcu to pierwsza tak duża oferta po naszym przystąpieniu do UE.
Sama cena - bliska 25 złotych - wydaje się na dzisiaj dość wysoka. Oprócz sprzyjającej koniunktury giełdowej jest ona w dużym stopniu wynikiem konstrukcji oferty, a ponadto w jakimś stopniu dyskontuje scenariusz dalszego rozwoju banku, i to chyba w wersji zbliżonej do węgierskiego OTP, a więc dość optymistycznej. Dodajmy, że nie będzie to wcale łatwy proces, choćby ze względu na udział państwa w kapitale banku.
W najbliższych tygodniach nie spodziewam się nadzwyczajnego zachowania rynku - korekta jest zarówno możliwa z technicznego punktu widzenia, jak i wskazana z powodów zdroworozsądkowych. Jeśli na koniec roku WIG20 będzie powyżej 1800 pkt, to tylko po uprzedniej korekcie.
Zwróć uwagę na:
NFI Jupiter - jego kapitalizacja minimalnie przekracza wartość zgromadzonej gotówki i niesprzedanych dotąd akcji Ceramiki Nowa Gala. A w bilansie jest wiele innych aktywów, część z nich (np. 20-milionowy pakiet akcji Dworów) może być upłynniony w ciągu najbliższych tygodni.