Obecny parytet składa się w 55% z euro i 45% z dolara. Wylicza się go codziennie i porównuje do historycznego poziomu z kwietnia 2000 r. Analitycy używają go do oceny siły polskiej waluty. Odchylenie ujemne oznacza, że złoty jest silny, a dodatnie, że jest słaby.

Ekonomiści z BPH proponują jednak wprowadzenie nowego parytetu, który będzie się składał w 70% z euro i 30% z dolara. Taki poziom odpowiada mniej więcej udziałowi tych walut w naszej wymianie handlowej z zagranicą. Na dodatek odzwierciedla strukturę transakcji na rynku międzybankowym. Jak podaje BPH, obecnie ok. 70% obrotów na rynku walutowym to kupno albo sprzedaż złotych za euro. Dane dotyczące handlu zagranicznego w okresie styczeń-sierpień br. wskazują natomiast, że 80,6% polskiego eksportu oraz 68,7% importu dotyczy krajów UE. BPH szacuje, że w euro rozliczanych jest ponad 75% naszego eksportu i 65% importu.

Według analityków BPH, z nowego parytetu wynika, że złoty powinien się dalej umacniać. O ile bowiem w "starym" parytecie różnica między obecnym odchyleniem złotego a jego historycznie największym poziomem wynosi ok. 5 pkt proc, to w "nowym" parytecie jest to aż 10 pkt proc. "Złoty wciąż ma miejsce na wzmocnienie" - czytamy w najnowszym raporcie banku.

Od początku roku złoty zyskał o ok. 10% względem euro i 15% w stosunku do dolara. Powody umocnienia naszej waluty to: uspokojenie sytuacji politycznej, stopniowa poprawa stanu finansów publicznych, a ostatnio - napływ pieniędzy z zagranicy w związku z ofertą PKO BP. Analitycy z BPH zwracają też uwagę, że złoty osiągnął już wartość zbliżoną do kursów uznawanych przez NBP za optymalne z punktu widzenia fundamentów naszej gospodarki. Chodzi o poziom 4,25-4,32 zł za euro.

Według specjalistów z BPH, złoty będzie się dalej umacniał, chociaż nie w takim tempie, jak w ostatnich miesiącach. Dolar osłabi się jeszcze do poziomu 3,20-3,25 zł (w piątek 3,32 zł), a euro - 4,20-4,25 zł (w piątek 4,28 zł).