WIG20 zbliżył się do ważnych oporów - po pierwsze, do poziomu szczytu z października (1854 pkt), który decyduje o losach koniunktury w średnim terminie. Po drugie, niewiele powyżej znajduje się tegoroczne maksimum zanotowane w kwietniu - 1870 pkt. Po jego pokonaniu indeks blue chips znalazłby się na poziomie najwyższym od września 2000 r. Byłby to jednoznaczny sygnał, że na rynek wróciła hossa. Podobną wymowę miałoby pokonanie przez WIG historycznego maksimum z początku miesiąca (25 782 pkt).
Pomogła zagranica
Możliwość ataku na kluczowe opory byki zawdzięczają pomyślnemu biegowi wydarzeń na giełdach zagranicznych. Indeks S&P 500 w mijającym tygodniu wykonał bardzo ważny krok - po 10 miesiącach konsolidacji pokonał wreszcie szczyty z początku roku. To sygnał, że na rynku amerykańskich akcji panuje hossa. I to właśnie dzięki tym doniesieniom zza oceanu, dobre nastroje powróciły także na GPW. Oczywiście, niemałe znaczenie ma też bardzo udana oferta PKO BP, która zwróciła uwagę kapitału zagranicznego. Z drugiej strony, ten sukces też w dużym stopniu wynikał z optymizmu panującego w USA.
Od maja widać panującą wśród inwestorów niechęć do pozbywania się akcji. W tym czasie żadna korekta spadkowa WIG20 nie przekroczyła 6%. Przełamanie krótkoterminowych wsparć - tak jak np. w połowie października - wcale nie owocuje kontynuacją tendencji zniżkowej. Podaż szybko się wyczerpuje, po czym inwestorzy znowu przystępują do zakupów. To sprawia, że nawet jeśli w najbliższym czasie dojdzie do korekty będącej następstwem nieudanego ataku na szczyty, to niekoniecznie będzie to wróżyć załamanie się wzrostów.
Ile jeszcze wzrośnie?