Wczorajsza sesja potwierdziła pewną słabość naszego rynku. Po piątkowym szczycie zanotowanym na indeksach w trakcie notowań oraz gwałtownym wzroście obrotów (nie licząc oczywiście PKOBP) poniedziałkowe spadki wyglądały mocno niepokojąco. Niepewność ta znalazła odzwierciedlenie wczoraj, kiedy to na początku sesji rynek zdecydowanie ruszył "na południe". Duża aktywność inwestorów pozbywających się zwłaszcza walorów TP, PKN i KGHM nie napawała optymizmem. Później jednak sytuacja zmieniła się i dominującą rolę zaczął odgrywać popyt, dzięki któremu indeksy w części odrobiły stracony dystans i zakończyły notowania bez dużych strat.

Brak zdecydowanego optymizmu na giełdzie można łatwo uzasadnić przypominając dane o październikowej inflacji, która była nieco wyższa od oczekiwań i zamiast spaść w porównaniu do danych wrześniowych, nieznacznie wzrosła. Fakt ten natychmiast zrodził spekulacje, że RPP może zdecydować się na kolejną podwyżkę stóp, wszak nastawienie tego gremium pozostało restrykcyjne. Dzisiejsze dane GUS na temat płac w gospodarce pozwolą zapewne z większym prawdopodobieństwem przewidzieć decyzję Rady, natomiast na pewno dalsze zacieśnianie polityki pieniężnej nie zostanie dobrze odebrane przez inwestorów giełdowych. Warto przy okazji zwrócić uwagę na dzisiejszy przetarg obligacji 5-letnich, których wyjątkowo dużą porcję zaoferuje inwestorom MF. To samo ministerstwo podało wczoraj swoje szacunki dotyczące tempa wzrostu produkcji przemysłowej w ubiegłym miesiącu. Według tych danych w ujęciu rok do roku nastąpił spadek do 6%, z 9,3% we wrześniu. Czyli bez rewelacji. Opublikowane ostatnio kwartalne raporty finansowe spółek też dość często nie spełniały oczekiwań inwestorów. Jeśli dodatkowo weźmie się pod uwagę duże zaangażowanie OFE na rynku akcji, to kontynuacja wzrostów w najbliższym czasie staje pod znakiem zapytania. No, chyba że doczekamy się odsieczy z zagranicy.

Zwróć uwagę na:

Jupiter - układ techniczny poparty zapowiedzią skupu własnych akcji sugeruje wzrost ceny o około 10%.