Na międzynarodowym rynku naftowym od półtora tygodnia utrzymuje się tendencja zniżkowa. Najbardziej przyczynił się do niej wzrost zapasów paliw płynnych w USA. Tydzień temu z zadowoleniem przyjęto informację, że amerykańskie rafinerie dysponują wystarczającą ilością ropy, aby zapewnić w sezonie zimowym dostawy oleju opałowego.

Również wczoraj dane dotyczące tego paliwa najbardziej interesowały uczestników rynku. Dalszy spadek jego zapasów w minionym tygodniu przyniósł rozczarowanie, podobnie jak wzrost rezerw ropy tylko o 800 tys. baryłek, zamiast o spodziewane 1,5 mln baryłek. Jednak świadomość, że zapasy tego surowca zwiększają się nieprzerwanie od prawie dwóch miesięcy, przyczyniła się do dalszej, choć niewielkiej, zniżki notowań. W Londynie gatunek Brent z dostawą w styczniu kosztował wczoraj po południu 42,10 USD za baryłkę w porównaniu z 42,28 USD w końcu sesji wtorkowej i 44,75 USD w poprzednią środę.

Tymczasem rosnąca stopniowo podaż ropy na rynku USA złagodziła nieco obawy przed zaburzeniami w jej dostawach z Bliskiego Wschodu i Nigerii. Pozytywnym zjawiskiem była też zapowiedź wstrzymania przez Iran procesu wzbogacania uranu, który mógłby znaleźć zastosowanie w produkcji broni jądrowej. Decyzja ta, podjęta w Teheranie kilka dni temu, oddaliła bowiem niebezpieczeństwo amerykańskich sankcji gospodarczych, które mogłyby zakłócić dostawy irańskiej ropy.