Wczorajszy wzrost kursu był kontynuacją zwyżki zapoczątkowanej w poniedziałek. W ciągu dwóch sesji akcje Elektromontażu podrożały o 74% (z 0,54 do 0,94 zł). Towarzyszyły temu wzmożone obroty. Tylko wczoraj właściciela zmieniło ponad 900 tys. akcji, czyli 10,5% wszystkich. Przebieg notowań sugeruje, że popyt wciąż nie został zaspokojony. Jak się dowiedzieliśmy, nie jest generowany przez spółkę matkę (Mostostal Export) ani przez kierownictwo Elektromontażu. - Sami z zaskoczeniem obserwujemy to, co się dzieje z kursem. Nie wiem, kto kupuje akcje Elektromontażu - komentuje Ryszard Urban, dyrektor generalny warszawskiego przedsiębiorstwa. Przypomina, że ostatnim komunikatem dotyczącym znacznych pakietów była informacja od Edwina Tisslera. Dotyczyła... zmniejszenia udziału w Elektromontażu z ponad 6% do 2,6%.
Rośnie, bo spadał?
E. Tissler pozbywał się akcji między 8 a 10 listopada, gdy kurs utrzymywał się powyżej 1 zł. Było to tuż przed gwałtowną przeceną Elektromontażu. W ciągu następnych dni akcje straciły na wartości połowę. Teraz możemy mieć do czynienia z silnym odreagowaniem. Nie usprawiedliwia go sytuacja finansowa spółki, która ma poważne problemy z płynnością. Sytuację pogarsza drastycznie malejąca sprzedaż (w III kwartale przychody spadły o 55% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku). Do firmy trafiają liczne nakazy zapłaty, a komornicy zajmują należności.
Układ pomoże
- Mamy wystarczające możliwości pozyskiwania zleceń, które pozwoliłyby nam normalnie funkcjonować. Jednak nie mamy pieniędzy na ich realizację - przyznaje R. Urban. Spółkę córkę wspomaga Mostostal Export, powierzając jej rolę podwykonawcy.