- Polska razem z Grecją znalazła się w grupie państw o najsłabszej konkurencyjności gospodarek - mówiła podczas seminarium Krajowej Izby Gospodarczej na temat swobody zakładania przedsiębiorstw w UE dr Elżbieta Małgorzata Jagiełło z Instytutu Koniunktur i Cen Handlu Zagranicznego.

Badania objęły 18 krajów, w tym 15 starych członków Unii Europejskiej i trzech nowych - Polskę, Czechy i Węgry w latach 1997 - 2002. Pod względem zaangażowania eksportu w gospodarkę Polska znalazła się na trzecim miejscu od końca, jednak, jak przyznaje M. Jagiełło, ostatnio ta sytuacja mogła się nieco zmienić.

Według badań dr. Rafała Morawczyńskiego z Katedry Przedsiębiorczości i Innowacji Akademii Ekonomicznej w Krakowie, 42% spośród pytanych małych i średnich firm przyznało, że w najbliższych dwóch latach po przystąpieniu Polski do UE zwiększy swój eksport do krajów wspólnoty. Tylko 9% przedsiębiorców prognozowało nieznaczny spadek swojej aktywności za granicą.

Firmy zwykle zaczynają walkę o zaistnienie na rynkach UE właśnie od najprostszej formy, którą jest eksport, aby potem wykorzystać możliwości sprzedaży licencji lub franchising. Bardziej zaawansowaną formą jest utworzenie joint venture. Tu ryzyko wiąże się z możliwością powstania konfliktu między jej właścicielami. Najbardziej ryzykowną, a przez to zarezerwowaną głównie dla dojrzałych firm formą rozszerzenia działalności o zagraniczne rynki jest inwestycja bezpośrednia.

Polskie małe i średnie przedsiębiorstwa na początek wybierają jeden rynek UE, najczęściej ten najbliższy. Z badań wynika, że trzy czwarte firm wybiera na działalność nie więcej niż trzy kraje. Głównie są to Niemcy, a także Czechy i Słowacja.