Zaufanie niemieckich przedsiębiorców spadło do poziomu najniższego od ponad roku. Wskaźnik opracowywany przez monachijski instytut analityczny Ifo wyniósł w listopadzie 94,1 pkt w porównaniu z 95,3 miesiąc wcześniej. Większy pesymizm wykazali też wczoraj włoscy przedsiębiorcy, o czym poinformował instytut Isae.
- Coraz silniejsze euro szkodzi nam. Od kilku miesięcy obserwujemy osłabienie popytu w USA i w Chinach, a teraz dochodzi jeszcze jeden hamulec wzrostu gospodarczego. Kwestia polega na tym, czy krajowa gospodarka jest wystarczająco silna, by sobie z tym poradzić. Ja w to wątpię - powiedział agencji Bloomberga Ralph Wiechers, główny ekonomista w stowarzyszeniu przemysłu maszynowego VDMA, które grupuje 3 tys. firm, m.in. DaimlerChrysler.
Prawie 30% niemieckiego PKB pochodzi z eksportu, co sprawia, że tamtejsza gospodarka jest bardziej od innych uzależniona od zmian kursów walutowych. Euro umocniło się w stosunku do dolara o 10% w minionych trzech miesiącach. Już w III kw., po raz pierwszy od roku, spadł niemiecki eksport, w wyniku czego gospodarka znowu znalazła się na progu recesji. Wczoraj kurs euro po raz pierwszy przekroczył barierę 1,32 USD, a Merrill Lynch przewiduje, że do końca przyszłego kwartału za euro trzeba będzie płacić co najmniej 1,39 USD. Spowolnienie wzrostu w Niemczech niekorzystnie oddziałuje na całą strefę euro, której gospodarka i tak ma kłopoty spowodowane drogą ropą naftową i wysokim bezrobociem.
Nie ma co liczyć na ratunek ze strony wydatków konsumpcyjnych, bo niemieckie spółki stale redukują zatrudnienie. Stopa bezrobocia wynosi 10,7%. Wskaźnik pokazujący, jaką część dochodów pozostałych do dyspozycji Niemcy oszczędzają, wzrósł w III kw. do 11,1% i był najwyższy od 1995 r. To zapobiega wysokiej inflacji i jest niemal pewne, że na najbliższym posiedzeniu wyznaczonym na 2 grudnia EBC nie zmieni stóp procentowych. A tylko ich obniżenie przy jednoczesnej decyzji Fed o podwyżce stóp w USA mogłoby zahamować umacnianie się euro.