Nie, nie będziemy rozmawiać o strategii i jej szczegółach. W tej chwili pracujemy nad nią. Pewnie po czwartym kwartale powiemy mniej więcej, jakie są nasze aspiracje. To będzie ogólny przekaz. Nie będziemy informować o naszych projektach z góry. Nauczyliśmy się na błędach, że tego nie wolno robić. Ostrzeganie konkurencji o planowanych ruchach nie jest w interesie naszych akcjonariuszy. Tak samo jak budzenie politycznych upiorów.
Nie boi się Pani, że po tym "mętnym przekazie" rynek straci możliwość rozliczenia zarządu z realizacji strategii? Że odbiór będzie zły?
Nie boję się. Rozmawiałam z inwestorami podczas road show po wynikach za drugi kwartał o strategii komunikacji. Powiedziałam, że nie chcemy podawać szczegółów, a oni się ucieszyli. "Po tym, jak podaliście, że kupicie telewizję, była 3-letnia awantura. Lepiej nie mówcie" - takie były reakcje.
We wrześniowej prezentacji dla inwestorów napisano, że zakup telewizji będzie bardzo trudny w krótkim terminie. Jakie przesłanki muszą być spełnione, żeby to się stało możliwe?
Tak jak w życiu: do tanga trzeba dwojga. To po pierwsze. Bardzo trudno jest kupić konia, jeśli właściciel konia nie chce go sprzedać. Po drugie - nie możemy za konia zapłacić tyle, jakby był ze złotWłaściciele TVN wycenili całą firmę na 1,7-2,2 mld zł. Czy to jest koń ze złota?
Nigdy nie robiliśmy due diligence TVN-u. Nie czytałam prospektu. Poza tym nie jest to właściwy moment, żeby się na ten temat wypowiadać. Niech rynek oceni.
A sądzi Pani, że pojawienie się akcji TVN na giełdzie odbije się na kursie Agory?
Na długą metę - nie wydaje mi się. Cieszę się z oferty TVN, bo moim zdaniem im więcej medialnych firm na giełdzie, tym lepiej. Jest możliwość porównania i rośnie wiedza o branży. Niedawno na giełdę weszła olbrzymia spółka. Ustawiały się po nią kolejki po nocach. Nie zauważyłam, aby miało to wpływ na wycenę Agory, a przecież przy każdej ofercie pieniądze są przesuwane.
Pamiętam rozmowę ze Zbigniewem Bąkiem, w której mówił, że pojawienie się w Polsce naziemnej telewizji cyfrowej może stanowić dla Agory okazję wejścia na ten rynek.
Wprowadzenie telewizji cyfrowej jest zadaniem rządu. Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę.
Czy zarząd jest zadowolony z wyników radiostacji. A może - jak wskazują niektórzy analitycy - spółka planuje zmniejszenie zaangażowania w tym segmencie.
Radiostacje mają jasno określony cel na ten rok...
Rentowność na poziomie EBITDA...
Próg rentowności na poziomie EBITDA. To nie dotyczy nowych stacji i Tok FM. Dopiero pod koniec roku będziemy się zastanawiać na takimi pytaniami, jak to, czy zmniejszać zaangażowanie, czy nie.
Pomijając tę kwestię, w przypadku radiostacji mamy do czynienia z podobnym problemem, jak w przypadku czasopism. Znaczenie ma skala i jesteśmy otwarci na różne możliwości jej zwiększenia. Czasami trzeba przyjąć do wiadomości, że lepiej jest być współudziałowcem dużego rentownego przedsięwzięcia niż wyłącznym właścicielem małego nierentownego.
A co z Tok FM?
To jest... skomplikowana sytuacja. Tok FM robi postępy programowe, staje się stacją opiniotwórczą. Natomiast dalej charakteryzuje ją bardzo słaba rentowność.
To znaczy - nie będę kręcić - brak rentowności. Problem tam polega na tym, że wyniki mają mało wspólnego z poziomem programu. Stacje ponadregionalne mają to do siebie, że nie są ani rybą, ani rakiem: nie mogą konkurować na rynkach lokalnych ani sięgać po budżety stacji ogólnopolskich, bo mają za małe pokrycie. Ich model biznesowy się nie domyka. Wawa, która robi program muzyczny, ma przecież ten sam problem. Od wielu lat apeluję do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, aby go rozwikłać: albo rozebrać je na stacje lokalne, albo sprawić, aby szły w kierunku krajowych.
Ile czasu Agora daje sobie na rozstrzygnięcie - co dalej?
Nie wiem. Nie jesteśmy jedynym właścicielem Toku. Chcę tylko powiedzieć jedną rzecz. Boli, gdy zespół wykonuje bardzo dobrą robotę, ale ze względu na strukturę radia - nie może wygrać.
We wspomnianej już prezentacji jest mowa o tzw. planie sukcesji, który miałby być realizowany w ciągu 3-5 lat. Jak rozumiem, mowa jest o uzupełnianiu zarządu. O co chodzi?
Rozmawiamy o tym, że z czasem ludzie robią się starsi. Część pokolenia założycieli, powoli, acz nieubłaganie, zbliża się do wieku emerytalnego. Niektórzy już go osiągnęli, np. Julek Rawicz. W spółkach publicznych, które chcą jasno komunikować się z rynkiem, plan sukcesji przygotowuje się z wyprzedzeniem. Zapewnia się tym samym rynek, że są na miejscu siły i mechanizmy do wyłonienia następnych składów.
Czy ewentualni następcy będą wyłaniani ze struktur Agory?
Nie mam pojęcia. Właśnie nad tym pracujemy. Powiedzieliśmy tylko rynkowi to, co widać gołym okiem: człowiek nie robi się młodszy.
Mówiła Pani analitykom o odświeżeniu zarządu...
Nie mówiłam. W zarządzie miały miejsce dwie zmiany: obie zostały wyjaśnione. Jest naturalne, że CFO (dyrektor finansowy) jest członkiem zarządu. Druga zmiana to wyjście Helenki (Łuczywo - przy. red.), która chciała skupić się na pracy nad gazetą. Jesteśmy na etapie walki wręcz z konkurencją i jest dużo do zrobienia.
Ta walka oznacza też zwięksJeśli chodzi o drugą połowę roku, nie wycofam się z tego, co już powiedzieliśmy: będą takie, jak w I połowie. Nie możemy ścibolić. Jaki będzie przyszły rok - trudno teraz mówić. Dopiero przygotowujemy plany.
Konkurencji raczej nie ubędzie.
Tak, ale też będzie to już druga runda bokserskiej walki, która zawsze ma inny charakter.
"GW" straciła w ciągu 3 lat znaczną część rynku: z 61% rynku reklamy dzienników krajowych udział spadł do ok. 42%. Czy Pani zdaniem uda się część odzyskać?
Nie sądzę.
Tendencja będzie odwrotna?
Raczej nie. Będziemy walczyć o utrzymanie pozycji. Pojawili się nowi gracze: nie tylko "Fakt", ale także lokalne oddziały gazet, prasa bezpłatna. Naszą ambicją powinno być utrzymanie i wpływów z reklamy, i próba utrzymania udziałów tam, gdzie to rozsądne.
Wszyscy się zastanawiają, czy Agora zupełnie zrezygnowała z WSiP-u.
Na tym etapie tak. Nie wiem, co moglibyśmy tam robić.
Nie myślą Państwo o skupieniu akcji przez giełdę?
To kompletnie nie ma sensu. Nie jesteśmy funduszem inwestycyjnym. Chcieliśmy kupić WSiP, żeby nimi zarządzać, rozwijać, a to wymaga kontroli.
Można wprowadzić zmiany w statucie...
Nie zrobi tego mniejszościowy akcjonariusz.
Najpierw trzeba by było ogłosić wezwanie.
Żałuję, ale ten pociąg już odjechał.
A co z inwestycjami zagranicznymi?
Przyglądaliśmy się. Chcieliśmy wejść w segment, w którym mamy doświadczenie. Nie znaleźliśmy nic ciekawego. Dziś powiem tak: priorytetem jest polski rynek. Duży, dobrze nam znany, superrynek.
Czy na tym dużym rynku zmieści się jeszcze jeden dziennik?
W porównaniu z innymi rynkami nie jest przesadnie nasycony ani tytułami prasowymi, ani radiostacjami, ani programami telewizyjnymi. Będzie nadal bardzo konkurencyjny.
Jest też atrakcyjny dla kolejnego gracza z zagranicy?
Jak na ten region - tak. Jest duży i ucywilizowany w porównaniu z innymi rynkami na Wschodzie czy Południu. Przyciąga zagraniczny kapitał. Rozwija się gospodarczo. Zainteresowanie na pewno jest. Tym bardziej że sytuacja się poprawia, rynek reklamy rośnie. Ostatni rok był cichy, bo wszyscy starali się utrzymać w recesji. Teraz zacznie się ruch konsolidacyjny.
A propos inwestorów zagranicznych - Cox zmniejszył zaangażowanie w Agorze do poniżej 10%. Czy zarząd ma informacje, co zamierza dalej?
Nie ma i nie chce mieć. Musielibyśmy zawiadomić o tym rynek. Cox też sobie zdaje z tego sprawę. Co planuje? Prawdę mówiąc, w zasadzie jest mi to już bardziej obojętne niż kiedyś. Gdy Cox wchodził do spółki, byliśmy młodzi, mniej doświadczeni, był dla nas starszym bratem, który pomagał w lekcjach. Przez ostatnich kilka lat to się zmieniło. Wyrośliśmy, Cox stał się inwestorem finansowym. Dlatego, czy zmniejszy udział, czy nie - nie ma znaczenia z punktu widzenia operacyjnego zarządzania firmą.
Ale z punktu widzenia kursu i ewentualnej podaży - ma.
Jeszcze raz mówię, że nie wiem, co Cox chce zrobić. Chcę natomiast zwrócić uwagę na to, co się obecnie dzieje w Stanach Zjednoczonych. Zmienia się tam prawo spadkowe. Właścicielki Coksa to starsze panie w wieku ok. 80 lat, a przepisy podatkowe dotyczące dziedziczenia przez pewien okres będą bardzo łagodne. Być może tym należy tłumaczyć chęć zdjęcia Cox Communications z giełdy. Sądzę, że może chodzić o przesunięcia majątku w ramach rodziny.
Cox był jednym z pierwszych inwestorów Agory. Wszedł do spółki w końcu lat 90. W tym samym czasie firma weszła na giełdę. W prospekcie napisano, że odejście któregokolwiek z założycieli: Pani, Heleny Łuczywo, Adama Michnika, Piotra Niemczyckiego, może znacznie obniżyć wartość spółki. Jak teraz patrzy Pani na ten zapis?
To niewątpliwie nadal jest komplement. Przypomnę tu przy okazji, że ostatnie zmiany w zarządzie zatwierdziła rada nadzorcza Agory.
Komplement, ale też ostrzeżenie dla inwestorów...
(śmiech)... To było "wtedy", na bardzo wczesnym etapie rozwoju spółki. Myślę, że sytuacja się kompletnie zmieniła. Spółka jest olbrzymia. Ma olbrzymią kadrę kompetentnych menedżerów. Jestem przekonana, że nic wielkiego się nie stanie, jeśli kadra w sposób uporządkowany i przewidywalny (mówiłyśmy wcześniej o sukcesji) zacznie przechodzić na zieloną trawkę. Starzy ludzie nie powinni kierować firmami. Potrzeba młodych i energicznych.
Dziękuję za rozmowę.
Ludzie Agory
Wanda Rapaczyńska (56 lat). Prezes zarządu. Nadzoruje pion radiowy, dział pracowniczy, prawny, audytu wewnętrznego i komunikacji z rynkiem. Obywatelka Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Doktor psychologii City University of New York. Absolwentka Yale University, School of Organization & Management, gdzie uzyskała tytuł Master of Private & Public Management. W latach 1972-1979 była wykładowcą psychologii na uniwersytetach w Nowym Jorku i Connecticut. Od 1977 r. do 1979 r. pracownik naukowy Educational Testint Service w Princeton, New Jersey. W latach 1980-1982 była dyrektorem projektu badawczego w Yale University poświęconego telewizji. Od 1984 r. do 1992 r. jako wiceprezes w Citibank kierowała działem rozwoju nowych produktów.
Helena Łuczywo (58 lat). Zastępca redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" od 1989 r., do niedawna członek zarządu. Absolwentka Wydziału Ekonomii Politycznej Uniwersytetu Warszawskiego. Pracę zawodową rozpoczęła jako inspektor w Banku Rolnym. W latach 1976-1977 pracowała jako nauczycielka języka angielskiego w LO im. Zamoyskiego w Warszawie, a następnie jako tłumaczka. Była też redaktorem pisma "Robotnik", a w 1981 r. została redaktorem naczelnym Agencji Prasowej "Solidarności". W latach 1981-1989 była redaktorem największego pisma podziemnej "Solidarności" - "Tygodnika Mazowsze".
Piotr Niemczycki (45 lat). Wiceprezes zarządu. W Agorze nadzoruje piony: wydawnictwa, druku, technologii, redakcji oraz projektu internet. Ukończył Wydział Filozofii Akademii Teologii Katolickiej. Technik fotograf. Związany ze spółką i gazetą od początku jej istnienia. W latach 1984-1989 był odpowiedzialny za druk i kolportaż "Tygodnika Mazowsze". Jednocześnie pracował w dziale pośrednictwa sprzedaży w firmie komputerowej Unia. W 1989 r. został sekretarzem redakcji "GW". W 1990 r. pełnił funkcję dyrektora wykonawczego, a następnie generalnego w Agorze-Holding.
Oprócz Wandy Rapaczyńskiej i Piotra Niemczyckiego, w skład zarządu wchodzą Zbigniew Bąk i Jarosław Szaliński.