Ekonomiści sądzili - biorąc pod uwagę medianę prognoz - że w listopadzie w amerykańskiej gospodarce pojawiło się 200 tys. nowych etatów. Jednak żadna spośród 75 ankietowanych instytucji nie przewidziała, że listopad na rynku pracy mógł być aż tak słaby. Najniższa prognoza mówiła o 135 tys. nowych etatów. Tymczasem Departament Handlu podał, że przybyło ich tylko 112 tys. Ponadto skorygował w dół dane z dwóch poprzednich miesięcy.

Słaby wynik ekonomiści zrzucili na karb wysokich notowań ropy naftowej i innych surowców. - Ceny ropy zmniejszają marże zysków w niektórych branżach i wpływają na odłożenie planów dotyczących zatrudnienia - stwierdził Nariman Behravesh, główny ekonomista agencji Global Insight (przewidywała wzrost o 150 tys. etatów). Pod koniec października ceny ropy osiągnęły historyczne maksima. Drogi surowiec drenuje kieszenie Amerykanów, którzy za galon benzyny muszą teraz płacić blisko 2 USD, o pół dolara więcej niż rok temu. To zmniejsza popyt na inne towary.

W usługach przybyło 104 tys. etatów, a w budownictwie 11 tys. Zmniejszenie liczby miejsc pracy odnotowano zaś w przemyśle wytwórczym i w handlu. Średnia godzinowa stawka płac wzrosła zaledwie o 1 cent (w październiku zanotowano wzrost o 4 centy), do 15,83 USD. Średni czas pracy w ciągu tygodnia w sektorze produkcyjnym spadł z 33,8 do 33,7 godziny. Pocieszający jest jedynie fakt, że stopa bezrobocia, zgodnie z przewidywaniami, powróciła w listopadzie do poziomu 5,4%, notowanego we wrześniu (w październiku była o 0,1 pkt proc. wyższa).

Rozczarowujące dane z rynku pracy odbiły się na notowaniach dolara i amerykańskich obligacji. Dolar, który do południa drożał względem euro i jena, po południu był bliski osiągnięcia kolejnego dna w notowaniach w stosunku do obu tych walut. Lekko obniżyło się też prawdopodobieństwo, że Fed w grudniu po raz kolejny podwyższy stopy procentowe.