Według dziennika, regulatorzy - m.in. Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) - sprawdzają, czy ludzie odpowiadający za przygotowywanie ofert publicznych w domach maklerskich z Wall Street nie przekazują przypadkiem informacji o nich "na zewnątrz", biorąc w zamian łapówki. Gazeta powołała się na dwie prowadzone obecnie sprawy - jedną dotyczącą byłego tradera z firmy SG Cowen i drugą, w którą zamieszany jest jeden z kanadyjskich domów maklerskich.
Spore emisje akcji lub obligacji zamiennych w przypadku firm notowanych już na rynku publicznym negatywnie wpływają na wycenę papierów będących już w obrocie, i często skutkują ich przeceną. Dlatego wcześniejsza wiedza na temat planowanych emisji może służyć inwestorom za wskazówkę, że należy pozbyć się akcji - a jeśli nie jest się ich posiadaczem, że należy je pożyczyć i sprzedać "na krótko". Udzielanie informacji na temat planowanych ofert jest nielegalne i podlega karze, tak samo jak robienie z nich użytku.
Regulatorów niepokoi jednak jeszcze jedna sprawa - pracownicy domów maklerskich mogą takich informacji udzielać zupełnie nieświadomie. Dzieje się tak, gdy maklerzy, wypełniając swoje obowiązki, kontaktują się z potencjalnymi inwestorami i próbują dowiedzieć się, z jakim zainteresowaniem może się spotkać planowana oferta. Oprócz SEC, sprawę bada także NYSE.
"WSJ", Reuters