Wynik tego tygodnia będzie z pewnością ładnie wyglądać na wykresach. Dynamiczny wzrost w czwartek i wczorajsza końcówka pozostawia dobre nastroje na przyszły tydzień. Po raz kolejny sprawdziła się zasada, że skokowa zmiana nastrojów mierzonych Wigometrem okazała się skutecznym sygnalizatorem dla zajmowanych pozycji. Zadziałała reguła, że większość nie ma racji. Ubiegły tydzień kończyliśmy w oparach pesymizmu. Wigometr stracił 41 pkt., a większość analityków spodziewała się w tym tygodniu spadku cen. Okazało się, że rynek nie słucha większości i kończy ten tydzień wybiciem nad poprzednie maksy.

Przebieg notowań w tygodniu zapewne podniesie poziom optymizmu. Czy ponwonie założyć, że większość się pomyli? To byłoby zbyt łatwe. Nie można liczyć, by istniała zasada, która pozwala na zarobek każdego tygodnia. Zatem teraz jest całkiem prawdopodobne, że optymizm jest zasadny. Optymizm warunkowy. Problemem pozostaje, gdzie obecne wzrosty mogą nas zaprowadzić. I tu odpowiedź jest znacznie mniej optymistyczna. Nie widać, by rynek rwał się do zwyżki. Mamy pojedyncze zrywy popytu, ale poza krótkimi okresami nie ma chętnych do kupowania walorów. Nie wywołują one chęci do zakupów wśród graczy niezdecydowanych. Taka zwyżka nie ma większych szans powodzenia.

Nie znaczy to, że skazani już jesteśmy na spadek. Wygląda jednak na to, że obecna zwyżka ma się ku końcowi. Brakuje nam emocjonującego szczytu. Sesji o dużym wzroście cen i z dużym obrotem. Tygodniowe analizy zmian cen będą porażać optymizmem. Duży wzrost cen i nowe rekordy indeksów przemawiają do wyobraźni. Ja chciałbym uczulić czytelników, by nie wpadali w zachwyt, bo zachwycać się niema czym. To nie jest silny rynek byka, ale raczej końcówka hossy.