W tym roku zmarł słynny piosenkarz francuski Serge R. W dzieciństwie na okrągło słuchałem jego płyty i jako dziecko doznałem pierwszych dreszczy z powodu kontaktu ze sztuką. Jego głos brzmiał bardzo głęboko, a teksty piosenek zostały napisane przez najlepszych autorów francuskich. W artykułach, jakie ukazały się po śmierci piosenkarza, poznałem historię jego kariery.
Był synem włoskiego emigranta, który przed II wojną światową szukał szczęścia w sąsiedzkim kraju. Trafił na przemysłowe przedmieścia Paryża i otworzył mały zakład fryzjerski. Jego syn, Serge, musiał w nim pracować, a jego los zawodowy wyglądał, jak z góry przesądzony. Pozostało mu tylko śpiewanie jako hobby i jedyna radość życia. Kiedy miał już blisko czterdzieści lat, pewne wydarzenie odwróciło jego los.
Nieuważnie obsługując damę popełnił błąd, szampon dostał się jej do oczu. Ta oburzona zaczęła krzyczeć i powiedziała kilka niemiłych słów na temat jego kompetencji fryzjerskich. Miał dość. Wyszedł z zakładu i poszedł do budynku naprzeciwko, w którym znajdowała się agencja pośrednictwa pracy. Na tablicy wisiało akurat ogłoszenie: Poszukujemy statysty do filmu. Kiedy już został zaangażowany, spytano, czy ktoś ze statystów potrafi śpiewać. Zgłosił się i został zauważony przez słynną aktorkę Simone S. Dostał kolejną szansę, tym razem w musicalu. Jego talent otworzył mu drogę do coraz większych ról. Został aktorem i wydał pierwszą płytę.
Historia ta pokazuje, że wystarczy mały znak losu, by dokonał się szczęśliwy przełom w naszej karierze. Historię tę dedykuję swoim czterdziestoletnim kandydatom, którzy nie potrafią sobie wyobrazić swojej przyszłości. Tacy, którzy nie wiedzą, co można zmienić w swoim życiu zawodowym są liczniejsi, niż się wydaje. A głos head hunterki w telefonie może być przełomem w karierze i jest zdecydowanie przyjemniejszy niż szampon w oczach.