Na początku lat 80. słynny spekulant Richard Dennis stworzył system inwestycyjny (zwany systemem żółwia - patrz ramka), w którym zawarł kilka ciekawych pomysłów. Jednym z nich była reguła, według której sygnał otwarcia pozycji ignorowano wówczas, gdy poprzedni sygnał był poprawny (tzn. przyniósł zysk). Zasada ta wynika ze spostrzeżenia, że często po bardzo udanej transakcji przychodzi strata lub nawet ich seria. Dzieje się tak, gdyż niejednokrotnie trendy na rynku nie ulegają automatycznie odwróceniu (tzn. wzrost nie musi od razu przerodzić się w silne spadki). Zanim do tego dojdzie, często następuje wcześniej trend boczny i wahania cen w dół i w górę. Jak wiadomo, takich właśnie warunków na rynku "nie znosi" większość systemów podążających za trendem. To wtedy zaczynają przynosić straty.
Wprowadzenie tej reguły ma też inny efekt - ograniczenie liczby transakcji. Nie zawsze im częściej handlujemy, tym większe są zyski. Często bywa wręcz odwrotnie. Jedna z giełdowych mądrości mówi: "Pieniądze pomnaża się, siedząc na miejscu, a nie bez przerwy nimi obracając".
Oszczędności na prowizjach
Regułę zaczerpniętą z systemu żółwia można z powodzeniem stosować w przypadku wielu innych strategii. Dla przykładu zajmijmy się dwoma bardzo prostymi systemami opartymi na popularnych wskaźnikach technicznych. Pierwszy z nich to strategia bazująca na oscylatorze stochastycznym. Sygnał kupna otrzymujemy, gdy oscylator wzrośnie powyżej swojej średniej (z 5 sesji). Sygnał sprzedaży powstaje, gdy wskaźnik spadnie poniżej tej średniej. Zakładamy, że otwieramy tylko długie pozycje na rynku kontraktów terminowych na WIG20.
Od początku notowań futures (styczeń 1998 r.) prosta strategia oparta na oscylatorze stochastycznym przyniosła 766 punktów zysku (zakładamy 2 pkt prowizji od otwarcia/zamknięcia pozycji). W drugiej połowie 2002 r. strategia ta przyniosła spore obsunięcie kapitału - w wyniku serii fałszywych sygnałów wcześniejsze zyski stopniały aż o 676 pkt.